Jakaś sowa zastukała cicho w okno. Molly szybko wpuściła ją do środka, by nikogo nie pobudziła i sięgnęła po list, który trzymała. Od razu rozpoznała pismo Alastora.
Molly,
Śmierciożercy mi ufają, przynajmniej tak sądzę. Wszyscy jednak mieszkają tutaj i wymagają tego samego ode mnie. Przez najbliższe tygodnie mnie nie będzie, więc zajmij się Lupinem. Wiem, że sprawi Ci to przyjemność. Pamiętaj jednak co mówił Albus. Greyback wciąż może dybać na jego życie i zaatakować teraz, gdy myśli, że chłopak jest sam. Pilnuj go. Nie chcemy chyba zawieść Dumbledore'a.
Alastor
Śmierciożercy mi ufają, przynajmniej tak sądzę. Wszyscy jednak mieszkają tutaj i wymagają tego samego ode mnie. Przez najbliższe tygodnie mnie nie będzie, więc zajmij się Lupinem. Wiem, że sprawi Ci to przyjemność. Pamiętaj jednak co mówił Albus. Greyback wciąż może dybać na jego życie i zaatakować teraz, gdy myśli, że chłopak jest sam. Pilnuj go. Nie chcemy chyba zawieść Dumbledore'a.
Alastor
Kobieta uśmiechnęła się. O niczym innym nie marzyła, jak o tym, by móc zająć się tym słodkim chłopczykiem, tak jakby był jej synem. Ma kilka tygodni na rozpieszczanie go! Już miała ruszyć w stronę schodów, gdy zatrzymała się w półkroku. Nie. Nie będzie go przecież budzić. Powie mu rano.
Zawlekli go do jakiejś pustej celi, w której pełno było krwi i brudu. Przypięli go kajdanami do jednej ze ścian i poszli. Po jakimś czasie usłyszał ich kroki.
Tym razem przyszli w towarzystwie trzech innych osób. Wpuścili ich do środka. Mężczyzna stojący najbliżej szepnął Lumos i na końcu jego różdżki zapłonęło światło. Remus podniósł głowę i ujrzał na prawo od Śmierciożercy (bo niewątpliwie był to Śmierciożerca) Alastora Moody'ego. Ostatkiem sił powstrzymał się od zrobienia zszokowanej miny lub zdradzenia jego tożsamości. Moody jest na misji! Nie mogę go zdradzić. A co jeśli to on zdradza Zakon? Auror nie zdołał jednak powstrzymać szoku, widząc przed sobą chłopaka, który miał być bezpiecznie w domu Molly. Czy coś im się stało?
– Vincent, co jest?
– Ou.... Po prostu... Myślałem, że będzie starszy – wydukał.
Tym razem przyszli w towarzystwie trzech innych osób. Wpuścili ich do środka. Mężczyzna stojący najbliżej szepnął Lumos i na końcu jego różdżki zapłonęło światło. Remus podniósł głowę i ujrzał na prawo od Śmierciożercy (bo niewątpliwie był to Śmierciożerca) Alastora Moody'ego. Ostatkiem sił powstrzymał się od zrobienia zszokowanej miny lub zdradzenia jego tożsamości. Moody jest na misji! Nie mogę go zdradzić. A co jeśli to on zdradza Zakon? Auror nie zdołał jednak powstrzymać szoku, widząc przed sobą chłopaka, który miał być bezpiecznie w domu Molly. Czy coś im się stało?
– Vincent, co jest?
– Ou.... Po prostu... Myślałem, że będzie starszy – wydukał.
– Tak, ja też, ale podobno ma coś wspólnego z Zakonem i chciałem go jak najszybciej o wszystko wypytać. Koledzy mówią, że nie chciał nawet słówka pisnąć, gdy się ocknął.
– To może zabierzemy go do naszego specjalnego pokoju, co, Raven? – zachrypiał facet z naprawdę nieprzyjemnym głosem.
Śmierciożerca udał, że zastanawia się nad tą decyzją, by po chwili z szerokim uśmiechem, trąc o siebie dłonie powiedział:
– To może zabierzemy go do naszego specjalnego pokoju, co, Raven? – zachrypiał facet z naprawdę nieprzyjemnym głosem.
Śmierciożerca udał, że zastanawia się nad tą decyzją, by po chwili z szerokim uśmiechem, trąc o siebie dłonie powiedział:
– Tak, nie ma co zwlekać. Wydusimy z niego co wie Zakon, zabijemy ich, a potem Czarnego Pana i będziemy rządzić! Zabierzcie go tam. My przyjdziemy za chwilę, muszę jeszcze coś przemyśleć.
Remus przez cały czas próbował być opanowany, lecz sposób w jaki mówił ten cały Raven tylko wzniecił w nim panikę. Nie chciał iść do tamtego pokoju. Co oni mu tam będą robić? Kiedy jakiś mężczyzna odpiął go od ściany, zaczął szarpać się i wyrywać. Moody patrzył tylko na to szeroko otwartymi oczami, nie mogąc nic zrobić. Dumbledore się wścieknie, przeszło mu przez głowę.
Remus przez cały czas próbował być opanowany, lecz sposób w jaki mówił ten cały Raven tylko wzniecił w nim panikę. Nie chciał iść do tamtego pokoju. Co oni mu tam będą robić? Kiedy jakiś mężczyzna odpiął go od ściany, zaczął szarpać się i wyrywać. Moody patrzył tylko na to szeroko otwartymi oczami, nie mogąc nic zrobić. Dumbledore się wścieknie, przeszło mu przez głowę.
– Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaach!
– Odpowiedz! Kto należy do Zakonu Feniksa?! MÓW!!! – wrzeszczał Raven.
– Nigdy ci nie powiem! Możesz mnie nawet zabić!
Śmierciożerca ponownie uniósł różdżkę i krzyknął Crucio!, by znów zadać to samo pytanie chłopakowi. Moody tylko się temu przyglądał i zmuszał się do udawania, że go to bawi. Nawet wtedy, gdy poparzyli Lupina rozżarzonym żelazem. Jednak, gdy przynieśli ze sobą bicz ze splecionym srebrem, przestał się uśmiechać.
– Nie przesadzasz trochę? – spytał Ravena.
– Nie. Musimy wszystko z niego wyciągnąć, zanim ci szaleńcy dowiedzą się, że go porwaliśmy. Wątpię, by nas znaleźli, ale mimo to trzeba działać szybko. Myślałem, że mnie rozumiesz. –Mężczyzna spojrzał podejrzliwie zmrużonymi oczami na Moody'ego.
– Odpowiedz! Kto należy do Zakonu Feniksa?! MÓW!!! – wrzeszczał Raven.
– Nigdy ci nie powiem! Możesz mnie nawet zabić!
Śmierciożerca ponownie uniósł różdżkę i krzyknął Crucio!, by znów zadać to samo pytanie chłopakowi. Moody tylko się temu przyglądał i zmuszał się do udawania, że go to bawi. Nawet wtedy, gdy poparzyli Lupina rozżarzonym żelazem. Jednak, gdy przynieśli ze sobą bicz ze splecionym srebrem, przestał się uśmiechać.
– Nie przesadzasz trochę? – spytał Ravena.
– Nie. Musimy wszystko z niego wyciągnąć, zanim ci szaleńcy dowiedzą się, że go porwaliśmy. Wątpię, by nas znaleźli, ale mimo to trzeba działać szybko. Myślałem, że mnie rozumiesz. –Mężczyzna spojrzał podejrzliwie zmrużonymi oczami na Moody'ego.
– No jasne, że cię rozumiem. Spójrz na to tak: niewielu ludzi przeżywa biczowanie, a nie chcemy skatować go na śmierć, gdy jeszcze nic nam nie wyśpiewał. Do tego, jeśli co chwilę będzie mdlał od tortur to nie zdążymy nic się dowiedzieć, dopóki... JEŚLI Zakon go znajdzie.
Nastała chwila ciszy, ale w końcu Śmierciożerca przeniósł wzrok na Remusa klęczącego przed nim na ziemi. Chłopak patrzył na niego z morderczą zawziętością. Mimo tego widać było już po nim zmęczenie. Raven spojrzał na niego jak na ohydnego robaka i kopnął go w brzuch.
– Zabrać go – polecił i odszedł.
Nastała chwila ciszy, ale w końcu Śmierciożerca przeniósł wzrok na Remusa klęczącego przed nim na ziemi. Chłopak patrzył na niego z morderczą zawziętością. Mimo tego widać było już po nim zmęczenie. Raven spojrzał na niego jak na ohydnego robaka i kopnął go w brzuch.
– Zabrać go – polecił i odszedł.
Molly czekała na Remusa ze śniadaniem, ale chłopak wciąż nie schodził. W końcu sama po niego poszła. Może był tak zmęczony ze jeszcze śpi, pomyślała rozczulona. Zastukała leciutko w drzwi pokoju i uchyliła je lekko. To co zobaczyła spowodowało, że wpadła do pokoju jak burza. Wszystko było zniszczone i walało się po całym pokoju. A Remusa nigdzie nie było.
– A... Arturze!
Mężczyzna wbiegł na piętro w pośpiechu, a gdy stanął w drzwiach pokoju, aż krzyknął ze zdumienia.
– Co tu się stało? Gdzie Remus?
– Nie ma go – odpowiedziała z płaczem kobieta. - Musimy jak najszybciej powiadomić Dumbledore'a! Musimy zacząć poszukiwania! A co jeśli coś mu się stało? Co jeśli on... już nie...
– Na pewno żyje. Spokojnie, Molly, kochanie... Dumbledore na pewno go... – Artur przerwał, gdy do pokoju wleciała sowa. Upuściła im przed nogami list, przystanęła na blacie stołu i zahukała. Szybko rzucili się, by przeczytać zawartość. Był to list od Alastora! Po przeczytaniu wiadomości, która musiała być pisana w pośpiechu dowiedzieli się, że chłopak został uwięziony w tajnej kwaterze zbiegłych Śmierciożerców. Wiedzieli o jakie miejsce mu chodzi, bo było one omawiane na ostatnim spotkaniu. Auror miał być tam szpiegiem przez cztery dni, choć z samego rana napisał, że zostanie tam dłużej. Jeśli chcieli uratować Remusa, musieli się spieszyć.
– A... Arturze!
Mężczyzna wbiegł na piętro w pośpiechu, a gdy stanął w drzwiach pokoju, aż krzyknął ze zdumienia.
– Co tu się stało? Gdzie Remus?
– Nie ma go – odpowiedziała z płaczem kobieta. - Musimy jak najszybciej powiadomić Dumbledore'a! Musimy zacząć poszukiwania! A co jeśli coś mu się stało? Co jeśli on... już nie...
– Na pewno żyje. Spokojnie, Molly, kochanie... Dumbledore na pewno go... – Artur przerwał, gdy do pokoju wleciała sowa. Upuściła im przed nogami list, przystanęła na blacie stołu i zahukała. Szybko rzucili się, by przeczytać zawartość. Był to list od Alastora! Po przeczytaniu wiadomości, która musiała być pisana w pośpiechu dowiedzieli się, że chłopak został uwięziony w tajnej kwaterze zbiegłych Śmierciożerców. Wiedzieli o jakie miejsce mu chodzi, bo było one omawiane na ostatnim spotkaniu. Auror miał być tam szpiegiem przez cztery dni, choć z samego rana napisał, że zostanie tam dłużej. Jeśli chcieli uratować Remusa, musieli się spieszyć.
– Arturze! Wyślij wiadomość do Dumbledre'a! Trzeba też jak najszybciej zwołać zebranie!
– Molly... Naprawdę myślisz, że ktoś będzie chciał go uratować?
– Co masz na myśli? – Kobieta spojrzała na męża.
– To wilkołak... Tylko my się do niego zbliżyliśmy. Reszta może odmówić współpracy. Ludzie są uprzedzeni do wilkołaków.
– To nie tylko wilkołak! To także dziecko! To tak, jakbyśmy zostawili w potrzebie Billa albo Charliego! Wycierpiał więcej, niż ktokolwiek z nas. Nie możemy pozwolić żeby znowu go to spotkało! Nie obchodzi mnie, co inni o nim myślą. Zgodzili się służyć Zakonowi. Walczyć ze złem! Do tego tak jakby należy do Zakonu. Lyall zmarł próbując zabić Sam-Wiesz-Kogo. To przez nas Remus stracił ostatniego rodzica. Zmuszę ich do tego, aby pomogli go odbić!
– Na pewno ci się uda – szepnął Artur z uczuciem i zbiegł na dół napisać list. Tymczasem Molly wyjęła różdżkę i skupiając się wysłała ponad dwadzieścia patronusów z wiadomością. Nie pozwoli już więcej go skrzywdzić. Nigdy.
– Molly... Naprawdę myślisz, że ktoś będzie chciał go uratować?
– Co masz na myśli? – Kobieta spojrzała na męża.
– To wilkołak... Tylko my się do niego zbliżyliśmy. Reszta może odmówić współpracy. Ludzie są uprzedzeni do wilkołaków.
– To nie tylko wilkołak! To także dziecko! To tak, jakbyśmy zostawili w potrzebie Billa albo Charliego! Wycierpiał więcej, niż ktokolwiek z nas. Nie możemy pozwolić żeby znowu go to spotkało! Nie obchodzi mnie, co inni o nim myślą. Zgodzili się służyć Zakonowi. Walczyć ze złem! Do tego tak jakby należy do Zakonu. Lyall zmarł próbując zabić Sam-Wiesz-Kogo. To przez nas Remus stracił ostatniego rodzica. Zmuszę ich do tego, aby pomogli go odbić!
– Na pewno ci się uda – szepnął Artur z uczuciem i zbiegł na dół napisać list. Tymczasem Molly wyjęła różdżkę i skupiając się wysłała ponad dwadzieścia patronusów z wiadomością. Nie pozwoli już więcej go skrzywdzić. Nigdy.
Remus ocknął się w ciemnej, brudnej celi i przez sekundę nie wiedział gdzie jest. Całe ciało go bolało, ale mógł to znieść; w porównaniu z pełnią to było nic. Gdy usłyszał kroki, spanikował. Nie chciał już więcej tych tortur! Mimo wszystko nie miał zamiaru zdradzić Zakonu. Kroki były coraz bliższe i Remusowi wydały się znajome.
Ku swojemu zdumieniu ujrzał Moody'ego, który zerknął czy nikt go nie śledzi i wszedł do celi.
– Co ty robisz? Jeśli cię tu nakryją... – zaczął chłopak.
– To w każdej chwili mogę powiedzieć, że przyszedłem zobaczyć, czy się obudziłeś. Ale jak widzę, czujesz się już lepiej – szepnął auror.
– Skąd wiedziałeś, że Felix jest oszustem?
– Co? To on nas zdradził? – Moody wyglądał na wstrząśniętego. – Jestem tu nie z twojego powodu: to jest moja misja. Ale teraz pokrzyżowałeś mi wszystkie plany. Muszę cię jak najszybciej stąd uwolnić.
– Wcale się o to nie proszę! Nie mam zamiaru być dla nikogo ciężarem! – oburzył się chłopak.
– Już za późno. Powiadomiłem Molly o zaistniałeś sytuacji. Najpóźniej jutro Zakon powinien się zjawić. – Zimny głos mężczyzny nie spodobał się Remusowi.
– Ale jeśli Zakon się tu zjawi, co będzie z twoją misją?
– Nic. Przepadnie. Dzięki tobie.
– To nie moja wina, że Felix należy do Zakonu! To jego powinieneś obwiniać, nie mnie!
– Nie rozumiesz? To przez ciebie oberwie mi się od Dumbedore'a. Miałem cię pilnować przed Voldemortem i Greybackiem, ale jak na razie nic mi się nie udaje! – Nagle zamarł i złapał się za usta.
– Greyback? To on mnie szuka? – Lupin aż siadł z wrażenia, mimo że wszystko go bolało.
– Nie, każdy kto ma jakiś związek z Zakonem jest w niebezpieczeństwie przed Voldemortem i jego zwolennikami.
Zauważył jednak, że ten mu nie uwierzył. Wypytał go zatem o to jak został porwany, nie wiedząc, że wilkołak w tym samym czasie zastanawiał się nad jego przypadkowymi słowami.W końcu wiedział już wszytko. Miał się zbierać do wyjścia, gdy wyraźnie usłyszał czyjeś kroki.
– To Raven! – szepnął Lupin. Moody spojrzał przerażony to na drugi koniec celi, to na chłopaka. – Udawaj, że się nade mną znęcasz.
Kroki Śmierciożercy zbliżały się nieuchronnie. Moody odsunął się lekko od chłopaka i przybrał wkurzoną minę. Mężczyzna wyszedł zza zakrętu i stanął jak wryty.
– Vincent! Co tu robisz? – Udał luźny ton, ale badawczo przyjrzał się całej sytuacji.
– Chciałem skorzystać z tego, że mógł się ocknąć i wypytać go jeszcze raz, gdy jest słaby – Moody wytrzymał spojrzenie Śmierciożercy szukające chociaż jednej oznaki kłamstwa, ale po chwili zaśmiał się perliście.
– Jesteś niesamowity! Udało ci się coś z niego wyciągnąć?
– Nie...
– Nie ważne. Z szeregów Czarnego Pana zbiegł kolejny Śmierciożerca. To pedofil i gej.
Ku swojemu zdumieniu ujrzał Moody'ego, który zerknął czy nikt go nie śledzi i wszedł do celi.
– Co ty robisz? Jeśli cię tu nakryją... – zaczął chłopak.
– To w każdej chwili mogę powiedzieć, że przyszedłem zobaczyć, czy się obudziłeś. Ale jak widzę, czujesz się już lepiej – szepnął auror.
– Skąd wiedziałeś, że Felix jest oszustem?
– Co? To on nas zdradził? – Moody wyglądał na wstrząśniętego. – Jestem tu nie z twojego powodu: to jest moja misja. Ale teraz pokrzyżowałeś mi wszystkie plany. Muszę cię jak najszybciej stąd uwolnić.
– Wcale się o to nie proszę! Nie mam zamiaru być dla nikogo ciężarem! – oburzył się chłopak.
– Już za późno. Powiadomiłem Molly o zaistniałeś sytuacji. Najpóźniej jutro Zakon powinien się zjawić. – Zimny głos mężczyzny nie spodobał się Remusowi.
– Ale jeśli Zakon się tu zjawi, co będzie z twoją misją?
– Nic. Przepadnie. Dzięki tobie.
– To nie moja wina, że Felix należy do Zakonu! To jego powinieneś obwiniać, nie mnie!
– Nie rozumiesz? To przez ciebie oberwie mi się od Dumbedore'a. Miałem cię pilnować przed Voldemortem i Greybackiem, ale jak na razie nic mi się nie udaje! – Nagle zamarł i złapał się za usta.
– Greyback? To on mnie szuka? – Lupin aż siadł z wrażenia, mimo że wszystko go bolało.
– Nie, każdy kto ma jakiś związek z Zakonem jest w niebezpieczeństwie przed Voldemortem i jego zwolennikami.
Zauważył jednak, że ten mu nie uwierzył. Wypytał go zatem o to jak został porwany, nie wiedząc, że wilkołak w tym samym czasie zastanawiał się nad jego przypadkowymi słowami.W końcu wiedział już wszytko. Miał się zbierać do wyjścia, gdy wyraźnie usłyszał czyjeś kroki.
– To Raven! – szepnął Lupin. Moody spojrzał przerażony to na drugi koniec celi, to na chłopaka. – Udawaj, że się nade mną znęcasz.
Kroki Śmierciożercy zbliżały się nieuchronnie. Moody odsunął się lekko od chłopaka i przybrał wkurzoną minę. Mężczyzna wyszedł zza zakrętu i stanął jak wryty.
– Vincent! Co tu robisz? – Udał luźny ton, ale badawczo przyjrzał się całej sytuacji.
– Chciałem skorzystać z tego, że mógł się ocknąć i wypytać go jeszcze raz, gdy jest słaby – Moody wytrzymał spojrzenie Śmierciożercy szukające chociaż jednej oznaki kłamstwa, ale po chwili zaśmiał się perliście.
– Jesteś niesamowity! Udało ci się coś z niego wyciągnąć?
– Nie...
– Nie ważne. Z szeregów Czarnego Pana zbiegł kolejny Śmierciożerca. To pedofil i gej.
Mężczyzna uśmiechnął się dziwnie.
– Chyba nie chcesz, żeby...
– Właśnie chcę. Dzięki czemuś takiemu możemy go w końcu złamać.
Remus zesztywniał. Spojrzał w oczy prześladowcy modląc się, by kłamał tylko po to, by go nastraszyć. Niech to nie będzie prawda! Śmierciożerca podszedł i odpiął Remusa od ściany. Do kajdan przypiął mu krótki łańcuch i wyprowadził z sali.
– Może teraz, wiedząc co może go czekać, wyszczeka nam wszystko? – powiedział pośpiesznie Moody.
– Teraz? Nie, nie... Działając pod wpływem strachu może nam wcisnąć wszystko, nawet kłamstwo, bo będzie pewien, że mu uwierzymy. Trzeba mu pokazać, kto tu tak naprawdę rządzi.
Przeszli cały korytarz i weszli do jakiejś sali. Stał tam już pewien wysoki i silnie umięśniony mężczyzna. Na widok Remusa oczy zabłysły mu z podekscytowania.
– Jest słodki! – wykrzyknął.
– Poczekaj aż go przypnę, żeby przypadkiem nam nie uciekł.
Raven zaprowadził Remusa pod ścianę i pchnął go tak, by upadł na podłogę. Ręce przypiął mu kilkanaście centymetrów nad ziemią, tak, że chłopak leżąc na plecach nie mógłby wstać. Pedofil od razu podszedł do niego i kucnął obok. Mężczyzna pogłaskał go po policzku, a Remus odchylił twarz w bok, by mu to utrudnić.W chwili, gdy chciał włożyć mu rękę pod koszulkę ktoś załomotał w drzwi. Raven otworzył je i wpuścił do środka przerażonego wspólnika.
– Co ty tu robisz? Nie widzisz, że jestem zajęty?!
– Zo...zostawcie wilkołaka! Grey... Greyback znalazł nas. Powiedział, że nie powie o tym Czarnemu Panu, gdy oddamy mu dzieciaka. Jakoś.. dowiedział się, że go tu mamy...
– Niemożliwe! Ej, ty! Zostaw go! – krzyknął do pedofila.
– Obiecałeś mi...
- Mamy teraz ważniejsze sprawy na głowie niż twoje zapędy! – Podszedł szybkim krokiem do chłopaka, odepchnął Śmierciożercę i zaczął go odpinać.
– Gdzie czeka ten wilkołak? Dlaczego go nie złapaliście?
– Zaskoczył nas. Posługiwał się magią i był... dziki. Najdzikszy jakiego kiedykolwiek widzieliśmy. Chyba wyczuł zapach tego tu i wtedy wpadł w szał.
– Niedobrze... Jeszcze nic z niego nie wyciągnęliśmy a nie możemy mu nic teraz zrobić, bo Greyback się na nas zemści. Swoją drogą ciekawe dlaczego mu na nim zależy, mamy tu przecież wielu jego pobratymców.
Pociągnął Remusa za sobą i wyprowadził z sali. Chodził w labiryncie korytarzy, by dojść tam, gdzie oczekiwał ich Greyback. Moody spojrzał na twarz Remusa, która wyrażała paniczny strach. W końcu doszli do ogromnej, słabo oświetlonej sali. Raven rzucił chłopaka w kierunku brudnej postaci, która już zaczęła chichotać. Greyback złapał go i wpatrzył się w jego twarz. Remus natomiast odchylił ją w tył i ukrył w cieniu.
– Hehehehehe... Przecież dobrze wiesz, że rozpoznam twój zapach, Remusie – zacharczał. – Tyle lat minęło od naszego ostatniego spotkania. Dziwiłem się czemu do mnie nie dołączyłeś. Teraz widzę. Próbujesz udawać, że jesteś człowiekiem.
– Chyba nie chcesz, żeby...
– Właśnie chcę. Dzięki czemuś takiemu możemy go w końcu złamać.
Remus zesztywniał. Spojrzał w oczy prześladowcy modląc się, by kłamał tylko po to, by go nastraszyć. Niech to nie będzie prawda! Śmierciożerca podszedł i odpiął Remusa od ściany. Do kajdan przypiął mu krótki łańcuch i wyprowadził z sali.
– Może teraz, wiedząc co może go czekać, wyszczeka nam wszystko? – powiedział pośpiesznie Moody.
– Teraz? Nie, nie... Działając pod wpływem strachu może nam wcisnąć wszystko, nawet kłamstwo, bo będzie pewien, że mu uwierzymy. Trzeba mu pokazać, kto tu tak naprawdę rządzi.
Przeszli cały korytarz i weszli do jakiejś sali. Stał tam już pewien wysoki i silnie umięśniony mężczyzna. Na widok Remusa oczy zabłysły mu z podekscytowania.
– Jest słodki! – wykrzyknął.
– Poczekaj aż go przypnę, żeby przypadkiem nam nie uciekł.
Raven zaprowadził Remusa pod ścianę i pchnął go tak, by upadł na podłogę. Ręce przypiął mu kilkanaście centymetrów nad ziemią, tak, że chłopak leżąc na plecach nie mógłby wstać. Pedofil od razu podszedł do niego i kucnął obok. Mężczyzna pogłaskał go po policzku, a Remus odchylił twarz w bok, by mu to utrudnić.W chwili, gdy chciał włożyć mu rękę pod koszulkę ktoś załomotał w drzwi. Raven otworzył je i wpuścił do środka przerażonego wspólnika.
– Co ty tu robisz? Nie widzisz, że jestem zajęty?!
– Zo...zostawcie wilkołaka! Grey... Greyback znalazł nas. Powiedział, że nie powie o tym Czarnemu Panu, gdy oddamy mu dzieciaka. Jakoś.. dowiedział się, że go tu mamy...
– Niemożliwe! Ej, ty! Zostaw go! – krzyknął do pedofila.
– Obiecałeś mi...
- Mamy teraz ważniejsze sprawy na głowie niż twoje zapędy! – Podszedł szybkim krokiem do chłopaka, odepchnął Śmierciożercę i zaczął go odpinać.
– Gdzie czeka ten wilkołak? Dlaczego go nie złapaliście?
– Zaskoczył nas. Posługiwał się magią i był... dziki. Najdzikszy jakiego kiedykolwiek widzieliśmy. Chyba wyczuł zapach tego tu i wtedy wpadł w szał.
– Niedobrze... Jeszcze nic z niego nie wyciągnęliśmy a nie możemy mu nic teraz zrobić, bo Greyback się na nas zemści. Swoją drogą ciekawe dlaczego mu na nim zależy, mamy tu przecież wielu jego pobratymców.
Pociągnął Remusa za sobą i wyprowadził z sali. Chodził w labiryncie korytarzy, by dojść tam, gdzie oczekiwał ich Greyback. Moody spojrzał na twarz Remusa, która wyrażała paniczny strach. W końcu doszli do ogromnej, słabo oświetlonej sali. Raven rzucił chłopaka w kierunku brudnej postaci, która już zaczęła chichotać. Greyback złapał go i wpatrzył się w jego twarz. Remus natomiast odchylił ją w tył i ukrył w cieniu.
– Hehehehehe... Przecież dobrze wiesz, że rozpoznam twój zapach, Remusie – zacharczał. – Tyle lat minęło od naszego ostatniego spotkania. Dziwiłem się czemu do mnie nie dołączyłeś. Teraz widzę. Próbujesz udawać, że jesteś człowiekiem.
Przytrzymał chłopaka jedną ręką; w drugiej trzymał różdżkę.
– Obiecuję, że jeśli nie będziecie próbowali mi go odebrać... Nie wydam was nikomu. – Obrócił się i zniknął z trzaskiem. Moody patrzył tylko z rezygnacją. Jak? Jak mogę mieć aż takiego pecha?! Korzystając z nieuwagi Śmierciożerców wysłał Zakonowi mówiącego patronusa, z krótkim opisem zdarzeń. Nie warto by przychodzili tutaj i narażali całą organizację dla kogoś, kogo nie ma.
Kilka dni później, gdy wrócił do Kwatery Głównej, nie zastał nikogo. Żadnych informacji dla niego. Wydało mu się to podejrzane. Czekał więc kilka godzin, gdy po dwudziestej trzeciej usłyszał kilka trzasków oznaczających czyjąś aportację.
Do domu wszedł Dumbledore i członkowie Zakonu. Jeden z nich trzymał w ramionach Lupina. Był słaby i widać było, że samodzielnie nie ustałby na nogach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz