Carly zaczęła chodzić z jakimś blond chłopaczkiem, którego wszyscy Huncwoci znali, ale... nie wiedzieli skąd.
Tajemnica jego imienia wydała się, gdy przeszli bliżej niego. W rysach twarzy piętnastolatka dopatrzyli się dziecka sprzed lat. Wroga rodziny Lupin, a mianowicie Leo Cordiannus'a!
Remus już dawno opowiedział przyjaciołom jak Carly go rzuciła. Teraz dziewczyna go unikała, a jeśli akurat go mijała to albo patrzyła z maksimum pogardy i obrzydzenia, albo ignorowała.
Ale gdy zaczęła spotykać się z tym całym Cordiannus'em... Tego było za wiele!
– Luniaczku, ona nie była ciebie warta. Jest tak samo... ekhm... jak ten cały blond szczeniak! – powiedział jak zwykle luzacko Syriusz gotującemu się z niemej złości Lupinowi.
Mimo, że właśnie porównał Carly do Leo, uniknął jeszcze większych kłopotów nie wyzywając jej w obecności przyjaciela. Miał chociaż ten nikły mikro-litr taktu we krwi.
– To wszystko wina tego Snape'a – mruknął James z obrzydzeniem. – Ale też i twoja – dodał spokojnie patrząc wymownie na Blacka.
– Moja? Moja...?!? A co ja niby takiego zro... Auu... Rozumiem... Ale przeprosiłem, co nie?
– Tak, ale przez to nasz kochany Remi jest teraz z dziurą o tu – James owinął przyjaciela ramieniem i dźgnął go w pierś. Ten odepchnął go lekko.
– Przestańcie już...
– No tak, James. Przestańmy. Ja nie chcę, by nasz najlepszy prefekt szkoły odjął nam te cenne punkciki, które sam zdobył w 99,99%.
Remus tylko spojrzał na niego ostro, ale zaraz potem zaśmiał się.
– Przecież wiecie, że wam bym nic takiego nie zrobił – mruknął i pociągnął Syriusza, włożył jego głowę pod pachę i ''przyciął mu grzywkę''. Młody Black jęczał i wiercił się. Potter natomiast ryczał ze śmiechu.
– Dobra, chodźmy po tego Petera... - wydyszał, nadal się śmiejąc i pociągnął przyjaciół za sobą.
***
Sięgnął po kopertę i rozerwał ją, tak jak reszta uczniów. W środku tytuł na kartce głosił:
OBRONA PRZED CZARNĄ MAGIĄ
STANDARDOWA UMIEJĘTNOŚĆ MAGICZNA
Pytania były stosunkowo łatwe, więc od razu zaczął skrobać piórem po pergaminie.
Nagle napotkał pytanie dziesiąte. ''Podaj pięć oznak, po których można rozpoznać wilkołaka''. Kąciki ust uniosły mu się z rozbawienia.
– Jeszcze pięć minut! – krzyknął profesor Flitwick.
Wszyscy już powoli kończyli pisać. Niedaleko Remusa siedzieli James, Syriusz i Peter. Za Blackiem wzdychała oczarowana jego wdziękiem dziewczyna. Lupin wiedział tylko, że nazywa się Nina i jest nienaturalnie głupia.
W końcu test dobiegł końca.
– Proszę odłożyć pióra! Ty też, Stebbins! Proszę pozostać na miejscach! Accio!
Około setka rolek pergaminu poleciała wprost do malutkiego profesora i przewróciła go. Kilku uczniów ze śmiechem pomogło mu wstać.
Podziękował im za pomoc i wypuścił.
Remus podszedł do swoich przyjaciół rozmawiających z zapałem.
– Podobało ci się pytanie dziesiąte, Luniaczku? – zapytał Syriusz.
– Bardzo – odpowiedział żywo Lupin. – "Podaj pięć oznak, po których można rozpoznać wilkołaka". Wspaniałe pytanie.
– No nie, Glizdogonie, ale z ciebie tępak! – rzucił James. – Przecież co miesiąc włóczysz się z wilkołakiem...
– Nie wrzeszcz tak... – przerwał mu Lupin, nagle poważniejąc.
Ruszyli dalej i wyszli na skąpane w popołudniowym słońcu błonia. Podążali ku swemu ulubionemu miejscu: w cieniu buku tuż nad jeziorem.
– No, ten cały egzamin to bułka z masłem – odezwał się Syriusz. – Zdziwiłbym się, gdybym nie dostał W.
– Ja też – zgodził się od razu James.
Włożył rękę do kieszeni i wyciągnął z niej złotego znicza.
– Skąd go masz?
– Zwędziłem – odparł zdawkowo James.
Zaczął bawić się zniczem, pozwalając mu trochę odlecieć, po czym chwytał go znowu; refleks miał znakomity. Glizdogon obserwował go z podziwem.
Gładka powierzchnia jeziora lśniła od oślepiającego odbicia słońca. Na samym brzegu siedziała grupka rozchichotanych dziewcząt, które dopiero co opuściły Wielką Salę, a teraz pozdejmowały buty i skarpetki, chłodząc sobie stopy w wodzie.
Remus wyciągnął książkę i zabrał się do czytania. Syriusz rozglądał się dookoła po uczniach rozłożonych na trawie; minę miał nieco wyniosłą i znudzoną, ale i tak był bardzo przystojny. James wciąż bawił się zniczem, pozwalając mu odlatywać coraz dalej, ale zawsze w ostatniej chwili go chwytał. Peter przyglądał się temu z otwartymi ustami. Za każdym razem, gdy Jamesowi udał się szczególnie trudny chwyt, wydawał z siebie zduszony okrzyk podziwu i bił brawo. Pottera wyraźnie cieszyło to, że ma obserwatora i.. kibica. Co chwilę mierzwił włosy, jakby upewniał się, że nie są za bardzo uczesane i zerkał w stronę dziewczyn siedzących nad wodą.
– Puść go!
– Na rozkaz! – powiedział James i szarpnął lekko różdżką.
Snape zwalił się bezwładnie na ziemię. Wyplątał się jakoś z szaty, wstał i podniósł różdżkę.
– Petrificus totalus! – rozległ się głos Syriusza i Snape znowu runął jak długi i zesztywniał.
– ZOSTAWCIE GO W SPOKOJU! – krzyknęła Lily.
Teraz i ona miała już w ręku różdżkę.
– Ech, Evans, nie zmuszaj mnie, żebym ci zrobił krzywdę – powiedział James.
– To cofnijcie swoje zaklęcia!
James westchnął ciężko, a potem odwrócił się do Ślizgona i wyszeptał przeciwzaklęcie.
– Bardzo proszę – powiedział, gdy Snape po raz kolejny dźwignął się na nogi. – Masz szczęście, że Evans tu była, Smarkerusie...
– Nie potrzebuję pomocy tej małej, brudnej szlamy!
Lily zamrugała szybko.
– Świetnie – powiedziała chłodno. – W przyszłości nie będę sobie tobą zawracać głowy. I na twoim miejscu wyprałabym gacie, Smarkerusie.
– Przeproś ją! – ryknął Potter, celując w Snape'a.
– Nie zmuszaj go, żeby mnie przepraszał. Jesteś taki sam jak on!
– Co? Przecież ja NIGDY bym cię nie nazwał... sama wiesz jak!
– Targasz sobie włosy, żeby wyglądać tak, jakbyś dopiero co zsiadł ze swojej głupiej miotły, popisujesz się zniczem, chodzisz po korytarzach i miotasz zaklęcia na każdego, kto cię uraził, żeby pokazać co potrafisz... Dziwię się, że twoja miotła może w ogóle wystartować z tobą i z twoim wielkim napuszonym łbem. MDLI mnie na twój widok.
Odwróciła się na pięcie i odeszła.
– Evans! Hej, EVANS! – krzyknął za nią. Nawet się nie obejrzała. – Co jej się stało?
– Czytając między wierszami, powiedziałbym, że chyba uważa cie za osobę nieco próżną – mruknął Łapa.
– Świetnie – rzekł James. – Znakomicie... Kto chce zobaczyć, jak ściągam majtki Smarkerusowi?
Do pokoju wspólnego weszła jedna z Gryfonek. Odszukała w tłumie burzę rudych włosów i zawołała:
– Lily!
– Tak? – odkrzyknęła dziewczyna i ruszyła w jej stronę.
– Przed portretem Grubej Damy stoi ten Ślizgon Snape i mówi, że nie odejdzie dopóki do niego nie przyjdziesz. Chyba chce cie przeprosić za dzisiejsze przedpołudnie...
– Nie obchodzi mnie to – przerwała jej chłodno Lily. James, który siedział w fotelu przed zgaszonym kominkiem, wyprostował się nagle jak struna.
– Ale Lily! Błagam! Ja nie chcę, żeby ON tutaj był. Jeszcze zaczną się kręcić te typy, z którymi się koleguje... Lily...!
Evans próbowała nie zwracać uwagi na szczenięcy wzrok dziewczyny, ale po chwili się poddała i mruknęła coś na kształt ''No dobra...''. James zareagował natychmiastowo.
– Remusie, możesz podsłuchać o czym mówią, albo co gorsza nie mówią?
Lunatyk tylko pokręcić głową.
– Zbyt dużo osób tutaj gada. To niemożliwe.
– A jak staniesz...?
– To się wyda podejrzliwe...
– A jakbyś wyszedł...?
– James, skończ – odezwał się nagle Syriusz przyglądając się z większym zainteresowaniem Ninie, która dzisiaj zachichotała na jego widok.
– Nakryją cię i Evans będzie cię miała za jeszcze większego palanta. Wrzuć na luz... Smarkerus zrobił dziś najgorszą rzecz w swoim życiu i teraz zbiera żniwo. Co chwilę spotykają go za to kary. Lily się na niego obraziła, wszyscy widzieli jego klejnoty. Nic gorszego już być nie może!
Peter parsknął, James uśmiechnął się lekko, a Remus skrzywił. Naprawdę, w końcu powinien zacząć nad nimi panować. Jest w końcu prefektem!
Po kilkunastu minutach wróciła Lily. Od razu podbiegły do niej jej przyjaciółki, a James kazał Remusowi podsłuchać o czym mówią. Zresztą nie musiał: Lupin wiedział, że informacje, które spłyną z ust Evans są dla Pottera święte.
– Na pocz...tku nie chciałam... ale... końcu... zgodziłam... Obiecał... nigdy tak... nazwie... – zdołał usłyszeć poprzez kilkadziesiąt głosów.
– Ona... wszystko w porządku... – zaczął, ale Rogacz wyczytał wszystko z jego twarzy.
– Ten chuj, Snape! Już ja mu pokażę, za mało chyba oberwał! Zemszczę się! A Lily... Wzmocnię starania... Pokażę jej, jak mi na niej zależy... W końcu się przekona kto jest lepszy!
Remus i Syriusz wymienili szybkie porozumiewawcze spojrzenia. James nie odpuści.
***
– I tak zakończył się kolejny rok nauki w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie! Ale nie martwcie się - zobaczymy się za rok! Muszę się jednak pożegnać z siódmoklasistami i życzyć wam powodzenia. No to... Cześć! Ale, ale...! Została jeszcze cała Uczta Pożegnalna do pochłonięcia, nie ma tak dobrze! No i jeszcze kilka informacji... Piątoklasiści, którzy zdawali w tym roku SUM-y i siódmoklasiści, którzy zdawali w tym roku OWUTEM-y, dostaną swoje wyniki w połowie lipca. W tym roku Puchar Domów wygrywa... GRYFFINDOR!
Rozległy się ogłuszające wrzaski. Krzyczeli Gryfoni, Puchoni i Krukoni, bo wszyscy cieszyli się z kolejnej porażki Ślizgonów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz