piątek, 1 maja 2015

Rozdział ósmy: SUM-y oraz szlamy

       Carly zaczęła chodzić z jakimś blond chłopaczkiem, którego wszyscy Huncwoci znali, ale... nie wiedzieli skąd. Tajemnica jego imienia wydała się, gdy przeszli bliżej niego. W rysach twarzy piętnastolatka dopatrzyli się dziecka sprzed lat. Wroga rodziny Lupin, a mianowicie Leo Cordiannus'a! Remus już dawno opowiedział przyjaciołom jak Carly go rzuciła. Teraz dziewczyna go unikała, a jeśli akurat go mijała to albo patrzyła z maksimum pogardy i obrzydzenia, albo ignorowała. Ale gdy zaczęła spotykać się z tym całym Cordiannus'em... Tego było za wiele!
– Luniaczku, ona nie była ciebie warta. Jest tak samo... ekhm... jak ten cały blond szczeniak! – powiedział jak zwykle luzacko Syriusz gotującemu się z niemej złości Lupinowi. 
         Mimo, że właśnie porównał Carly do Leo, uniknął jeszcze większych kłopotów nie wyzywając jej w obecności przyjaciela. Miał chociaż ten nikły mikro-litr taktu we krwi.
– To wszystko wina tego Snape'a – mruknął James z obrzydzeniem. – Ale też i twoja – dodał spokojnie patrząc wymownie na Blacka.
– Moja? Moja...?!? A co ja niby takiego zro... Auu... Rozumiem... Ale przeprosiłem, co nie?
– Tak, ale przez to nasz kochany Remi jest teraz z dziurą o tu – James owinął przyjaciela ramieniem i dźgnął go w pierś. Ten odepchnął go lekko.
– Przestańcie już...
– No tak, James. Przestańmy. Ja nie chcę, by nasz najlepszy prefekt szkoły odjął nam te cenne punkciki, które sam zdobył w 99,99%. 
        Remus tylko spojrzał na niego ostro, ale zaraz potem zaśmiał się.
– Przecież wiecie, że wam bym nic takiego nie zrobił – mruknął i pociągnął Syriusza, włożył jego głowę pod pachę i ''przyciął mu grzywkę''. Młody Black jęczał i wiercił się. Potter natomiast ryczał ze śmiechu.
– Dobra, chodźmy po tego Petera... - wydyszał, nadal się śmiejąc i pociągnął przyjaciół za sobą. 

 *** 
       Sięgnął po kopertę i rozerwał ją, tak jak reszta uczniów. W środku tytuł na kartce głosił: 

 OBRONA PRZED CZARNĄ MAGIĄ STANDARDOWA UMIEJĘTNOŚĆ MAGICZNA

       Pytania były stosunkowo łatwe, więc od razu zaczął skrobać piórem po pergaminie. Nagle napotkał pytanie dziesiąte. ''Podaj pięć oznak, po których można rozpoznać wilkołaka''. Kąciki ust uniosły mu się z rozbawienia. 
– Jeszcze pięć minut! – krzyknął profesor Flitwick. 
       Wszyscy już powoli kończyli pisać. Niedaleko Remusa siedzieli James, Syriusz i Peter. Za Blackiem wzdychała oczarowana jego wdziękiem dziewczyna. Lupin wiedział tylko, że nazywa się Nina i jest nienaturalnie głupia. W końcu test dobiegł końca.
– Proszę odłożyć pióra! Ty też, Stebbins! Proszę pozostać na miejscach! Accio!
        Około setka rolek pergaminu poleciała wprost do malutkiego profesora i przewróciła go. Kilku uczniów ze śmiechem pomogło mu wstać. Podziękował im za pomoc i wypuścił. 
         Remus podszedł do swoich przyjaciół rozmawiających z zapałem. 
– Podobało ci się pytanie dziesiąte, Luniaczku? – zapytał Syriusz. 
– Bardzo – odpowiedział żywo Lupin. – "Podaj pięć oznak, po których można rozpoznać wilkołaka". Wspaniałe pytanie. 
– I co, myślisz, że wymieniłeś wszystkie? – zapytał z udawanym przejęciem James
– Chyba tak – odrzekł z powagą. – "Pierwsza: siedzi na moim krześle. Druga: nosi moje ubranie. Trzecia: nazywa się Remus Lupin.." 
       Tylko Glizdogon się nie roześmiał.
– Podałem kształt pyska, wygląd źrenic, włochaty ogon, ale nic więcej nie mogłem wymyślić...
– No nie, Glizdogonie, ale z ciebie tępak! – rzucił James. – Przecież co miesiąc włóczysz się z wilkołakiem... 
– Nie wrzeszcz tak... – przerwał mu Lupin, nagle poważniejąc.
    Ruszyli dalej i wyszli na skąpane w popołudniowym słońcu błonia. Podążali ku swemu ulubionemu miejscu: w cieniu buku tuż nad jeziorem.
– No, ten cały egzamin to bułka z masłem – odezwał się Syriusz. – Zdziwiłbym się, gdybym nie dostał W.
– Ja też – zgodził się od razu James. Włożył rękę do kieszeni i wyciągnął z niej złotego znicza.
– Skąd go masz?
– Zwędziłem – odparł zdawkowo James.
          Zaczął bawić się zniczem, pozwalając mu trochę odlecieć, po czym chwytał go znowu; refleks miał znakomity. Glizdogon obserwował go z podziwem.
         Gładka powierzchnia jeziora lśniła od oślepiającego odbicia słońca. Na samym brzegu siedziała grupka rozchichotanych dziewcząt, które dopiero co opuściły Wielką Salę, a teraz pozdejmowały buty i skarpetki, chłodząc sobie stopy w wodzie. Remus wyciągnął książkę i zabrał się do czytania.  Syriusz rozglądał się dookoła po uczniach rozłożonych na trawie; minę miał nieco wyniosłą i znudzoną, ale i tak był bardzo przystojny. James wciąż bawił się zniczem, pozwalając mu odlatywać coraz dalej, ale zawsze w ostatniej chwili go chwytał. Peter przyglądał się temu z otwartymi ustami. Za każdym razem, gdy Jamesowi udał się szczególnie trudny chwyt, wydawał z siebie zduszony okrzyk podziwu i bił brawo. Pottera wyraźnie cieszyło to, że ma obserwatora i.. kibica. Co chwilę mierzwił włosy, jakby upewniał się, że nie są za bardzo uczesane i zerkał w stronę dziewczyn siedzących nad wodą.
– Może byś już przestał, co? – odezwał się w końcu Syriusz, kiedy James złapał znicza w wyjątkowo widowiskowy sposób, a Glizdogon krzyknął z podziwu. – Bo Glizdek posika się z wrażenia.
        Peter zarumienił się, natomiast James wybuchnął śmiechem. 
– Skoro ci to przeszkadza – powiedział, chowając złotą piłeczkę do kieszeni.
– Nudzę się. Chciałbym, żeby już była pełnia księżyca.
– Może ty byś chciał – mruknął ponuro Remus zza swojej książki nawet nie patrząc na Łapę. – Ale mamy jeszcze transmutacje, jak się nudzisz, możesz mnie przepytać... Masz. – I wyciągnął ku niemu książkę. Syriusz prychnął.
– Nie muszę zaglądać do tych głupot. Znam to wszystko na pamięć.
– To cię trochę ożywi, Łapo – wtrącił nagle James. – Zobacz, kto tam siedzi... 
         Syriusz odwrócił głowę i zamarł bez ruchu, jak pies, który zwietrzył królika. 
– Wspaniale. Smarkerus. 
         Akurat w tym momencie Snape wstał i schował swój pergamin do torby. Kiedy wyszedł z cienia i ruszył przez trawnik, Syriusz i James też wstali. Lupin i Pettigrew pozostali na miejscu. Lunatyk nadal wpatrywał się w swoją książkę, ale jego oczy się nie poruszały, a między brwiami pojawiła się mała zmarszczka. Glizdek patrzył to na Syriusza, to na Jamesa, to na Snape z wyraźnym oczekiwaniem na twarzy.
– W porządku, Smarkerusie? – zapytał głośno James. 
          Snape zareagował tak szybko, jakby spodziewał się napaści. Upuścił torbę, wsunął rękę za pazuchę i już podnosił różdżkę, gdy James wrzasnął:
Expelliarmus!
         Różdżka Śmiecierusa wyleciała w powietrze i upadła za nim w trawę. Łapa parsknął śmiechem. 
Impedimento! - Snape zwalił się na ziemię w połowie skoku po własną różdżkę. Porozkładani na trawie uczniowie zwrócili głowy w ich stronę. Niektórzy wstali i podeszli bliżej. Jedni mieli przerażone miny, inni byli wyraźnie rozbawieni. Severus leżał na ziemi, dysząc. 
       James i Syriusz zbliżali się do niego z różdżkami w pogotowiu. Rogacz zerkał przez ramię na dziewczyny nad wodą. Glizdek wstał, obserwując tę scenę łakomym wzrokiem, po czym obszedł Lunatyka, żeby mieć lepszy widok.
– Jak ci poszedł egzamin, Smarku? – zapytał James.
– Obserwowałem go, rył nosem po pergaminie – powiedział drwiąco Syriusz. – Na pewno tak go poplamił, że nie będą mogli odczytać ani słowa.
      Tu i ówdzie rozległy się śmiechy, Peter zachichotał. Snape próbował wstać, ale zaklęcie wciąż działało.
– Jeszcze zobaczymy... Tylko poczekajcie... – wydyszał, patrząc na Jamesa z nienawiścią.
– Na co? – zapytał chłodno Syriusz. – Co zamierzasz zrobić, Smarku, wydmuchać sobie na nas nos?
      Snape bluznął potokiem przekleństw i zaklęć, ale jego różdżka była za daleko.
– Przepłucz sobie usta – wycedził James. – Chłoszczyść!
       Remus siłą woli powstrzymał się, by ich nie zatrzymać. To byli przecież jego przyjaciele! Nagle w jego głowie odezwał się cichy głosik: Dumbledore tego od ciebie oczekuje... Powinien zdawać sobie sprawę, że nie zdradzę przyjaciół! Może myślał, że tylko ty ich zahamujesz? Nie mogę... Może się jednak mylił, jesteś... 
– ZOSTAWCIE GO! 
       To Lily. Wstała znad grupki dziewcząt przy jeziorze i zmierzała w ich kierunku. Nawet jej rude włosy były naładowane gniewem. 
– Co jest, Evans? – zagadnął James uprzejmym i głębszym głosem; bardziej męskim.
– Zostawcie go – powtórzyła. – Co on wam zrobił?
– No wiesz... – powiedział James powoli – To raczej kwestia tego, że on istnieje... Jeśli wiesz, co mam na myśli... 
       Wielu widzów owej sceny ryknęło śmiechem. Wyjątek stanowili Lily i Remus, który nadal pochylał się nad książką.
– Wydaje ci się, że jesteś bardzo zabawny, tak? – zapytała chłodno. – A jesteś tylko zarozumiałym, znęcającym się nad słabszymi szmatławcem, Potter. Zostaw go w spokoju.
– Zostawię, jak się ze mną umówisz, Evans – odrzekł szybko James.
– No... nie daj się prosić... Umów się ze mną, a już nigdy więcej nie podniosę różdżki na biednego Smarka. 
           Za jego plecami zaklęcie spowolnienia przestało działać. Snape czołgał się powoli ku swej różdżce, wypluwając mydliny.
– Nie umówiłabym się z tobą nawet wtedy, gdybym musiała wybierać między tobą a wielkim pająkiem – oświadczyła Lily.
– Nie masz szczęścia, Rogaczu – rzekł Syriusz i odwrócił się w stronę Snape'a. – OJ!
        Ale krzyknął za późno. Severus już celował różdżką prosto w Jamesa. Błysnęło i z policzka chłopaka trysnęła krew. Odwrócił się, znowu błysnęło, i Snape wisiał już w powietrzu do góry nogami. Szata opadła mu na głowę, odsłaniając chude, blade nogi i poszarzałe gatki. Wielu widzów zaczęło klaskać. Syriusz, James i Glizdogon ryknęli śmiechem. Rozzłoszczona twarz Lily drgnęła tylko, jakby i ona powstrzymywała śmiech.
– Puść go! 
– Na rozkaz! – powiedział James i szarpnął lekko różdżką. Snape zwalił się bezwładnie na ziemię. Wyplątał się jakoś z szaty, wstał i podniósł różdżkę.
Petrificus totalus! – rozległ się głos Syriusza i Snape znowu runął jak długi i zesztywniał.
– ZOSTAWCIE GO W SPOKOJU! – krzyknęła Lily. Teraz i ona miała już w ręku różdżkę.
– Ech, Evans, nie zmuszaj mnie, żebym ci zrobił krzywdę – powiedział James.
– To cofnijcie swoje zaklęcia! 
        James westchnął ciężko, a potem odwrócił się do Ślizgona i wyszeptał przeciwzaklęcie.
– Bardzo proszę – powiedział, gdy Snape po raz kolejny dźwignął się na nogi. – Masz szczęście, że Evans tu była, Smarkerusie...
– Nie potrzebuję pomocy tej małej, brudnej szlamy!
           Lily zamrugała szybko.
– Świetnie – powiedziała chłodno. – W przyszłości nie będę sobie tobą zawracać głowy. I na twoim miejscu wyprałabym gacie, Smarkerusie. 
– Przeproś ją! – ryknął Potter, celując w Snape'a.
– Nie zmuszaj go, żeby mnie przepraszał. Jesteś taki sam jak on!
– Co? Przecież ja NIGDY bym cię nie nazwał... sama wiesz jak!
– Targasz sobie włosy, żeby wyglądać tak, jakbyś dopiero co zsiadł ze swojej głupiej miotły, popisujesz się zniczem, chodzisz po korytarzach i miotasz zaklęcia na każdego, kto cię uraził, żeby pokazać co potrafisz... Dziwię się, że twoja miotła może w ogóle wystartować z tobą i z twoim wielkim napuszonym łbem. MDLI mnie na twój widok. 
         Odwróciła się na pięcie i odeszła.
– Evans! Hej, EVANS! – krzyknął za nią. Nawet się nie obejrzała. – Co jej się stało?
– Czytając między wierszami, powiedziałbym, że chyba uważa cie za osobę nieco próżną – mruknął Łapa.
– Świetnie – rzekł James. – Znakomicie... Kto chce zobaczyć, jak ściągam majtki Smarkerusowi?
         Do pokoju wspólnego weszła jedna z Gryfonek. Odszukała w tłumie burzę rudych włosów i zawołała: 
 Lily!
 Tak?  odkrzyknęła dziewczyna i ruszyła w jej stronę.
 Przed portretem Grubej Damy stoi ten Ślizgon Snape i mówi, że nie odejdzie dopóki do niego nie przyjdziesz. Chyba chce cie przeprosić za dzisiejsze przedpołudnie...
 Nie obchodzi mnie to  przerwała jej chłodno Lily. James, który siedział w fotelu przed zgaszonym kominkiem, wyprostował się nagle jak struna.
 Ale Lily! Błagam! Ja nie chcę, żeby ON tutaj był. Jeszcze zaczną się kręcić te typy, z którymi się koleguje... Lily...!
          Evans próbowała nie zwracać uwagi na szczenięcy wzrok dziewczyny, ale po chwili się poddała i mruknęła coś na kształt ''No dobra...''. James zareagował natychmiastowo.
 Remusie, możesz podsłuchać o czym mówią, albo co gorsza nie mówią?
        Lunatyk tylko pokręcić głową. 
 Zbyt dużo osób tutaj gada. To niemożliwe.
 A jak staniesz...?
 To się wyda podejrzliwe...
 A jakbyś wyszedł...?
 James, skończ  odezwał się nagle Syriusz przyglądając się z większym zainteresowaniem Ninie, która dzisiaj zachichotała na jego widok.
 Nakryją cię i Evans będzie cię miała za jeszcze większego palanta. Wrzuć na luz... Smarkerus zrobił dziś najgorszą rzecz w swoim życiu i teraz zbiera żniwo. Co chwilę spotykają go za to kary. Lily się na niego obraziła, wszyscy widzieli jego klejnoty. Nic gorszego już być nie może!
          Peter parsknął, James uśmiechnął się lekko, a Remus skrzywił. Naprawdę, w końcu powinien zacząć nad nimi panować. Jest w końcu prefektem! 

         Po kilkunastu minutach wróciła Lily. Od razu podbiegły do niej jej przyjaciółki, a James kazał Remusowi podsłuchać o czym mówią. Zresztą nie musiał: Lupin wiedział, że informacje, które spłyną z ust Evans są dla Pottera święte.
 Na pocz...tku nie chciałam... ale... końcu... zgodziłam... Obiecał... nigdy tak... nazwie...  zdołał usłyszeć poprzez kilkadziesiąt głosów.
 Ona... wszystko w porządku...  zaczął, ale Rogacz wyczytał wszystko z jego twarzy.
 Ten chuj, Snape! Już ja mu pokażę, za mało chyba oberwał! Zemszczę się! A Lily... Wzmocnię starania... Pokażę jej, jak mi na niej zależy... W końcu się przekona kto jest lepszy!
        Remus i Syriusz wymienili szybkie porozumiewawcze spojrzenia. James nie odpuści.

***
 I tak zakończył się kolejny rok nauki w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie! Ale nie martwcie się - zobaczymy się za rok! Muszę się jednak pożegnać z siódmoklasistami i życzyć wam powodzenia. No to... Cześć! Ale, ale...! Została jeszcze cała Uczta Pożegnalna do pochłonięcia, nie ma tak dobrze! No i jeszcze kilka informacji... Piątoklasiści, którzy zdawali w tym roku SUM-y i siódmoklasiści, którzy zdawali w tym roku OWUTEM-y, dostaną swoje wyniki w połowie lipca. W tym roku Puchar Domów wygrywa... GRYFFINDOR!
             Rozległy się ogłuszające wrzaski. Krzyczeli Gryfoni, Puchoni i Krukoni, bo wszyscy cieszyli się z kolejnej porażki Ślizgonów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz