Następnego ranka Remus wstał i przeciągnął się ostrożnie, gdyż rany po ostatniej przemianie jeszcze dawały o sobie znać. Podszedł ostrożnie do drzwi i wytężył swój i tak już wyostrzony słuch. Nie usłyszał żadnej rozmowy na dole, co znaczyło, że rodzice jeszcze śpią. Może to i lepiej, pomyślał.
Dopiero wtedy zerknął na zegar ścienny. Było dopiero wpół do szóstej! Z westchnięciem opadł na łóżko, przetoczył się na plecy i wpatrzył w sufit. Hogwart. Jego największe marzenie. Kolejne, które zostało brutalnie odebrane i zniszczone. Hogwart. Ból w sercu robił się coraz większy. Zamknął oczy i prawie natychmiast poczuł ciężar pod powiekami. Łzy popłynęły, tworząc mokre dróżki. Dlaczego ja? Ponownie zadawał sobie to pytanie i za każdym razem ogarniało go większe obrzydzenie do samego siebie, bezradność i nieprzyjemny ucisk w sercu.
Po pół godzinie się uspokoił. Leżałby tak dalej, gdyby nie skrzypienie podłogi i głośne – dla niego – kroki. Dwie osoby.
Remus szybko, ale cicho wślizgnął się pod kołdrę i przewrócił na prawy bok, by mieć widok na drzwi.
Ktoś zatrzymał się przed jego pokojem i wyraźnie się wahał. Chłopak szybko przymknął oczy w swój specjalny sposób. Rzęsy bowiem miał długie i potrafił tak przymknąć powieki, iż widział wszystko przez wąziutkie szparki, natomiast osoba z zewnątrz myślała, że śpi, albo ma po prostu zamknięte oczy.
Drzwi uchyliły się lekko i Remus ujrzał swoją matkę przyglądającą się mu przez szparę w drzwiach. Za nią stał ojciec.
– Śpi... – szepnęła do męża i zamknęła delikatnie drzwi.
Skierowali się do kuchni i zaczęli parzyć kawę. Po kwadransie zagłębili się w swoich ulubionych fotelach. Przez chwilę ciszę zagłuszało tylko siorbanie napoju, gdy w końcu przemówił Lyall Lupin:
– Albus Dumbledore zaczął zwoływać kilku ludzi do swojego... stowarzyszenia. Mówi, że obawia się w przyszłości czegoś bardzo złego. Jakiejś Ciemnej Mocy. Nie wiem co to może znaczyć, ale wydaje się mądrze gadać. Coś wisi w powietrzu, coś zaczyna zalatywać! Istoty magiczne zaczęły się buntować i zwiększyły swoją aktywność, dziwne zaginięcia i śmierci... Zakapturzone postacie... To wszystko, choć na pierwszy rzut oka nie trzyma się kupy, jest dość... podejrzane.
– Co masz na myśli, kochanie? Co ty planujesz? – spytała z lękiem Hope.
– Ten Zakon Feniksa, tak się chyba nazywa, z resztą tak słyszałem... Chce z TYM walczyć – odparł powoli.
– No i co? – Kobieta nie odpuszczała.
– Remusowi może grozić jeszcze większe niebezpieczeństwo. Zresztą, nie tylko jemu! Dlatego... dlatego chciałbym się zapisać do Zakonu Feniksa i pomóc Dumbledore'owi.
W salonie zapadła cisza. Zakon Feniksa, Ciemne Moce, ''Remusowi może grozić jeszcze większe niebezpieczeństwo...''. Co to wszystko znaczy? Co się dzieje?!
– Lyall – szepnęła łamiącym się głosem Hope – Lyall...
– Kochanie, wiem, że to trudne, ale uwierz, tak będzie lepiej. Proszę.
– Lyall, dlaczego? Dlaczego akurat TY? Przecież będzie jeszcze wiele innych ludzi, lepszych. A ja nie chcę cię stracić. Nie mogę. Co z Remusem? Nie pomyślałeś o nim?
– Myślałem – zaczął się usprawiedliwiać mężczyzna, ale żona znowu mu przerwała:
– Nie! Nie myślałeś! I tak jest mu ciężko, a jak straci jeszcze ojca...
– A kto powiedział, że od razu straci?! Kto powiedział, że to jest niebezpieczne?! – Lyall podniósł głos, ale jeszcze nie krzyczał.
– Ty! Ty powiedziałeś, że to jest niebezpieczne!
– JA?! – zarzekał się czarodziej.
– Tak! ''Istoty magiczne zwiększyły swoją aktywność, dziwne zaginięcia i śmierci... Zakapturzone postacie...''! Sam tak mówiłeś! Dziwne zaginięcia, śmierci! Skąd masz pewność, że ciebie to nie spotka?! – krzyknęła Hope.
– Cicho, Remus się obudzi – uspokoił ją Lyall i po chwili dodał. – Nie przeczę, to jest niebezpieczne, ale nie chcę być coś jeszcze gorszego spotkało Remusa. Robię to dla niego... dla ciebie... dla nas.
Hope załkała cicho. Remus poczuł jakby właśnie się topił. Coś ścisnęło mu klatkę piersiową tak, że nie mógł oddychać.
– Grozi mi niebezpieczeństwo? Co takiego będzie dla mnie robił? Szedł na rzeź?! – szepnął sam do siebie.
– Pójdę... pójdę sprawdzić czy Remus śpi. – Usłyszał chłopiec i szybko zamknął oczy, uspokoił oddech.
Drzwi zaskrzypiały cicho i Remus usłyszał ciężkie kroki ojca. Stanął nad łóżkiem i poprawił kołdrę. Potem pogładził go po włosach i szepnął:
– Mój synku... Mój biedny synku... – I wyszedł.
Dopiero wtedy zerknął na zegar ścienny. Było dopiero wpół do szóstej! Z westchnięciem opadł na łóżko, przetoczył się na plecy i wpatrzył w sufit. Hogwart. Jego największe marzenie. Kolejne, które zostało brutalnie odebrane i zniszczone. Hogwart. Ból w sercu robił się coraz większy. Zamknął oczy i prawie natychmiast poczuł ciężar pod powiekami. Łzy popłynęły, tworząc mokre dróżki. Dlaczego ja? Ponownie zadawał sobie to pytanie i za każdym razem ogarniało go większe obrzydzenie do samego siebie, bezradność i nieprzyjemny ucisk w sercu.
Po pół godzinie się uspokoił. Leżałby tak dalej, gdyby nie skrzypienie podłogi i głośne – dla niego – kroki. Dwie osoby.
Remus szybko, ale cicho wślizgnął się pod kołdrę i przewrócił na prawy bok, by mieć widok na drzwi.
Ktoś zatrzymał się przed jego pokojem i wyraźnie się wahał. Chłopak szybko przymknął oczy w swój specjalny sposób. Rzęsy bowiem miał długie i potrafił tak przymknąć powieki, iż widział wszystko przez wąziutkie szparki, natomiast osoba z zewnątrz myślała, że śpi, albo ma po prostu zamknięte oczy.
Drzwi uchyliły się lekko i Remus ujrzał swoją matkę przyglądającą się mu przez szparę w drzwiach. Za nią stał ojciec.
– Śpi... – szepnęła do męża i zamknęła delikatnie drzwi.
Skierowali się do kuchni i zaczęli parzyć kawę. Po kwadransie zagłębili się w swoich ulubionych fotelach. Przez chwilę ciszę zagłuszało tylko siorbanie napoju, gdy w końcu przemówił Lyall Lupin:
– Albus Dumbledore zaczął zwoływać kilku ludzi do swojego... stowarzyszenia. Mówi, że obawia się w przyszłości czegoś bardzo złego. Jakiejś Ciemnej Mocy. Nie wiem co to może znaczyć, ale wydaje się mądrze gadać. Coś wisi w powietrzu, coś zaczyna zalatywać! Istoty magiczne zaczęły się buntować i zwiększyły swoją aktywność, dziwne zaginięcia i śmierci... Zakapturzone postacie... To wszystko, choć na pierwszy rzut oka nie trzyma się kupy, jest dość... podejrzane.
– Co masz na myśli, kochanie? Co ty planujesz? – spytała z lękiem Hope.
– Ten Zakon Feniksa, tak się chyba nazywa, z resztą tak słyszałem... Chce z TYM walczyć – odparł powoli.
– No i co? – Kobieta nie odpuszczała.
– Remusowi może grozić jeszcze większe niebezpieczeństwo. Zresztą, nie tylko jemu! Dlatego... dlatego chciałbym się zapisać do Zakonu Feniksa i pomóc Dumbledore'owi.
W salonie zapadła cisza. Zakon Feniksa, Ciemne Moce, ''Remusowi może grozić jeszcze większe niebezpieczeństwo...''. Co to wszystko znaczy? Co się dzieje?!
– Lyall – szepnęła łamiącym się głosem Hope – Lyall...
– Kochanie, wiem, że to trudne, ale uwierz, tak będzie lepiej. Proszę.
– Lyall, dlaczego? Dlaczego akurat TY? Przecież będzie jeszcze wiele innych ludzi, lepszych. A ja nie chcę cię stracić. Nie mogę. Co z Remusem? Nie pomyślałeś o nim?
– Myślałem – zaczął się usprawiedliwiać mężczyzna, ale żona znowu mu przerwała:
– Nie! Nie myślałeś! I tak jest mu ciężko, a jak straci jeszcze ojca...
– A kto powiedział, że od razu straci?! Kto powiedział, że to jest niebezpieczne?! – Lyall podniósł głos, ale jeszcze nie krzyczał.
– Ty! Ty powiedziałeś, że to jest niebezpieczne!
– JA?! – zarzekał się czarodziej.
– Tak! ''Istoty magiczne zwiększyły swoją aktywność, dziwne zaginięcia i śmierci... Zakapturzone postacie...''! Sam tak mówiłeś! Dziwne zaginięcia, śmierci! Skąd masz pewność, że ciebie to nie spotka?! – krzyknęła Hope.
– Cicho, Remus się obudzi – uspokoił ją Lyall i po chwili dodał. – Nie przeczę, to jest niebezpieczne, ale nie chcę być coś jeszcze gorszego spotkało Remusa. Robię to dla niego... dla ciebie... dla nas.
Hope załkała cicho. Remus poczuł jakby właśnie się topił. Coś ścisnęło mu klatkę piersiową tak, że nie mógł oddychać.
– Grozi mi niebezpieczeństwo? Co takiego będzie dla mnie robił? Szedł na rzeź?! – szepnął sam do siebie.
– Pójdę... pójdę sprawdzić czy Remus śpi. – Usłyszał chłopiec i szybko zamknął oczy, uspokoił oddech.
Drzwi zaskrzypiały cicho i Remus usłyszał ciężkie kroki ojca. Stanął nad łóżkiem i poprawił kołdrę. Potem pogładził go po włosach i szepnął:
– Mój synku... Mój biedny synku... – I wyszedł.
Remus zszedł na śniadanie i zauważył brak ojca.
– Gdzie tata? – zapytał, stojąc jakby bezradnie.
– On... musiał wyjść. – Odpowiedź matki nadeszła szybko i była jak uderzenie bicza.
– Gdzie tata? – zapytał, stojąc jakby bezradnie.
– On... musiał wyjść. – Odpowiedź matki nadeszła szybko i była jak uderzenie bicza.
Ojciec wrócił dopiero, gdy Remus był już w łóżku. Szeptem opowiedział żonie o swoim wstąpieniu do Zakonu Feniksa. Remus był w szoku. Nie spał całą noc, analizując sytuację. W końcu nastał świt i ojciec znowu zniknął. Chłopak zaczął się niepokoić, że ma to coś wspólnego z owym Zakonem i już chciał się spytać o to matki, gdy w porę ugryzł się w język. Jeśli teraz się zdradzę, że słyszę lepiej, oni będą bardziej uważać i już nigdy nie dowiem się prawdy, upomniał sam siebie.
Z tą myślą musiał żyć przez rok, tak jak i z myślą, że nigdy nie obejrzy już tego ogromnego zamku, gdzie czarodziejska moc była codziennością. Gdzie on mógłby się poczuć normalnym.
Lecz nie podejrzewał, że niektóre marzenia mogą się spełniać...
Z tą myślą musiał żyć przez rok, tak jak i z myślą, że nigdy nie obejrzy już tego ogromnego zamku, gdzie czarodziejska moc była codziennością. Gdzie on mógłby się poczuć normalnym.
Lecz nie podejrzewał, że niektóre marzenia mogą się spełniać...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz