– Jesteś! Co powiedział Dumblerore?
– Zgłosił to Ministerstwu i nauczycielom. Kazał mi stąd nie wychodzić,
– Myślisz, że on szuka ciebie? – spytał James ze strachem. – Skąd w ogóle się tu wziął?
– Nie wiem – szepnął Remus i usiadł zmęczony na skraju łóżka. Ukrył twarz w dłoniach. Czy wizyta Śmierciożerców miała tylko odwrócić uwagę wszystkich tylko po to, by Greyback dostał się na teren Hogwartu?
– Remi? – spytał niepewnie Łapa. – Wszystko w porządku?
Chłopak spojrzał na niego. W oczach przyjaciół znalazł troskę i przerażenie.
– Tak, jest ok...
Gdy wrócił z łazienki, ci jeszcze spali. Nie chcąc ich budzić zszedł cicho do pokoju wspólnego i zapatrzył się w kominek. Wyszedł na korytarz i spacerując bez celu, zamyślił się. Nie wiedząc jak, znalazł się nagle przy drzwiach wyjściowych. Nogi musiały go tu skierować. Zawahał się a później rozejrzał dookoła. Gdy nie zobaczył, ani nie usłyszał nikogo w pobliżu, uchylił lekko drzwi. Były otwarte.
Poranne słońce zalewało szkolne błonia i przyjemnie ogrzewało. Wiał leniwy wietrzyk. Czuć było wszechobecne lato. Ruszył wolnym krokiem przed siebie. Rozglądał się czujnie. Prawie odchodził od zmysłów, bojąc się, że zaraz natknie się na Greybacka. Gdy tak patrzał na szkolne błonia, zaczął się zastanawiać nad obecnością wilkołaka. Żeby dostać się tu bez naruszania barier ochronnych założonych przez Dumbledore'a i nauczycieli, musiałby wejść na teren szkoły bez użycia magii. Z każdej strony zamek otaczał jednak mur. Przystanął w cieniu drzew. Prawie każdej. Od strony Zakazanego Lasu nie było żadnego muru. Granicę można było przekroczyć. Wyzwaniem okazałoby się jednak późniejsze dotarcie na błonia. Oznaczało to pokonanie kilkudziesięciu kilometrów wśród zwierząt, które mogłyby zaatakować wilkołaka. Centaury nie przepuściłyby go. Czyżby coś się z nimi stało?
Wciąż zamyślony, żwawym krokiem skierował się do lasu. Nadal było w nim nienaturalnie cicho. Po drzewach nie przeskakiwały żadne wiewiórki, nie było słychać śpiewu ptaków. Trawa i liście pod jego stopami uginały się, szeleszcząc cicho. Zaczął się niepokoić. Zgłębiał się w las i nasłuchiwał. Widział na ziemi kilkugodzinne ślady ludzkich butów. To pewnie aurorzy, którzy przeszukiwali tej nocy las.
Nagle zatrzymał się. Gdzieś za sobą usłyszał szelest. Wytężył słuch. Delikatny stukot kopyt o twardą glebę. Jednorożec czy centaur? Odwrócił się i stanął twarzą w twarz z centaurem. Ten trzymał napięty łuk ze strzałą skierowaną w głowę Remusa.
– Czego tu chcesz? Przeszukaliście już ten las. Jeśli go nie znaleźliście, widocznie nie mieliście zapisanego tego w gwiazdach – przyjrzał mu się. – Twoje oczy mi kogoś przypominają. Jesteś wilkołakiem podróżującym z innymi zwierzętami?
Nagle zatrzymał się. Gdzieś za sobą usłyszał szelest. Wytężył słuch. Delikatny stukot kopyt o twardą glebę. Jednorożec czy centaur? Odwrócił się i stanął twarzą w twarz z centaurem. Ten trzymał napięty łuk ze strzałą skierowaną w głowę Remusa.
– Czego tu chcesz? Przeszukaliście już ten las. Jeśli go nie znaleźliście, widocznie nie mieliście zapisanego tego w gwiazdach – przyjrzał mu się. – Twoje oczy mi kogoś przypominają. Jesteś wilkołakiem podróżującym z innymi zwierzętami?
– Tak, to ja.
– Ten las już nie jest dla ciebie bezpieczny. Powinieneś wracać do zamku – powiedział centaur, patrząc w niebo.
– Dlaczego? Czy Greyback wciąż tu jest?
– Gwiazdy ci nie sprzyjają – mruknął tamten.
– Co mówią?
– Jesteś zagrożony. Powinieneś uciekać i to szybko.
– Powiedz mi o co chodzi!
– Nie czas na to. – Centaur, odwrócił się i pogalopował w stronę, z której przybył. Remus nie ruszył się z miejsca. Czy Greyback nadal przebywa w lesie? Wiedział, że przyjdzie i zastawił na niego pułapkę?
Powoli ruszył do zamku. Rosło w nim złe przeczucie. Gdy był już na granicy lasu, serce podskoczyło mu do gardła.
– Remus! Nie spodziewałem się ciebie tutaj. Czyżbyś został aurorem i wyznaczyli ci za zadanie wytropienie mnie? A może sam się za mną stęskniłeś?
Lupin odwrócił się. Na drugim końcu małej polanki, na której niegdyś podczas lekcji Opieki Nad Magicznymi Stworzeniami widział jednorożce, stał i uśmiechał się kpiąco Fenrir Greyback. Strach go sparaliżował. Co ma robić? Jest tak blisko szkoły, ale i tak nikt go nie usłyszy. Czy dobiegnie? Wątpił. Jeśli Greyback ma przy sobie różdżkę, to lepiej nie odwracać się do niego plecami.
– Czego tu chcesz?! – warknął.
– Sprawa Czarnego Pana. Obawiam się, że nie mogę cię jeszcze wtajemniczyć.
– Jeszcze?
– Możesz w każdej chwili dołączyć. Oboje wiemy, że kiedyś to nastąpi. Wilczy instynkt z tobą wygra. My nie możemy żyć wśród ludzi, bo nie jesteśmy ludźmi. Kiedy przestaniesz się okłamywać?
– Możemy, ale ty jesteś zbyt spaczony, by to zrozumieć. Nigdy do ciebie nie dołączę.
– Mówisz tak, ponieważ jesteś tylko dzieckiem, buntujesz się. Koniec końców pogodzisz się ze swoim przeznaczeniem.
– Dlaczego tak ci na mnie zależy? Ukąsiłeś już wystarczająco dzieci. Po co ci jedno zbuntowane? – Remus ciągnął rozmowę, by mieć więcej czasu na przemyślenie swoich dalszych kroków.
– Ty nie jesteś taki przeciętny, jak ci się wydaje. Kiedyś to zrozumiesz. A teraz, skoro już tu ładnie przyszedłeś, to chodź ze mną po dobroci.
Remus wyszarpnął różdżkę i machnął nią. Wilkołaka odrzuciło i uderzył plecami o pień drzewa. Chłopak ciężko dyszał. Nie mógł opanować strachu. Chciał uciec, ale nogi odmawiały mu posłuszeństwa. Fenrir zaczął się podnosić. W jego oczach widać było wściekłość i żądzę mordu. Nim jednak zdążył cokolwiek zrobić, Remus ponownie machnął różdżką:
– D-drętwota!
Nie wiedział co się z nim dzieje. Znał doskonale wiele zaklęć, które pomogły by mu w tej sytuacji, ale nie potrafił teraz ich użyć. Mimo to ta mała dawka odwagi wystarczyła, by odwrócił się i popędził w stronę zamku.
Tknięty przeczuciem, zajrzał przez ramię. Zobaczył jak mężczyzna powoli wstaje z ziemi, szczerzy kły ze złości i... znika za drzewami. Przystanął i patrzył za nim. Czy wróci? Co właściwie tu robi?
– Lupin? Co pan tu robi? – Przez drzwi wejściowe wychodziła McGonagall. – Najlepiej wiesz jak jest teraz niebezpiecznie. Powinieneś zostać w zamku!
– Profesor McGonagall! Greyback wciąż tu jest. Był na skraju lasu, ale pobiegł wgłąb. – Pokazał ręką miejsce, w którym zniknął mężczyzna,
Jej oczy rozszerzyły się. Po sekundzie jednak wyciągnęła różdżkę i posłała stadko kotów-patronusów z wiadomością.
– Wilkołak wciąż tu jest. Kręcił się przy granicy lasu na wschód od chaty gajowego.
Koty rozbiegły się, a kobieta zwróciła się w jego stronę.
– Wróć do zamku i już stamtąd nie wychodź. Chodź normalnie na lekcje, ale nigdzie nie idź sam.
– Dobrze, pani profesor.
Pod koniec lekcji wszyscy uczniowie huczeli o tym, że w pobliżu zamku dostrzeżono jakiegoś Śmierciożercę. O tym, że nie jest to zwykła plotka, przekonało ich odwołanie lekcji latania dla klas pierwszych oraz Opieki nad Magicznymi Stworzeniami. Nikt jednak, poza Huncwotami, nie znał większości szczegółów. Peter, Syriusz i James patrzyli na Remusa ze strachem, jakby obawiali się, że gdy tylko odwrócą wzrok, chłopak zniknie. Wiedział, że bardzo się martwią, a także ich wiara w bezpieczeństwo Hogwartu została nadszarpnięta, ale miał już ochotę na nich warknąć.
Przy wspólnej kolacji wiadomo już było, że Śmierciożerca się wymknął. ale nie przebywał już na terenie Hogwartu. Centaury zostały upomniane za bierność. Wprowadzono aurorów na granicę lasu najbardziej oddaloną od zamku. Praktycznie non stop przylatywała sowa z listem od zaniepokojonych rodziców. Szum skrzydeł potęgował ogólny hałas rozlegający się w Wielkiej Sali.
– Ten las już nie jest dla ciebie bezpieczny. Powinieneś wracać do zamku – powiedział centaur, patrząc w niebo.
– Dlaczego? Czy Greyback wciąż tu jest?
– Gwiazdy ci nie sprzyjają – mruknął tamten.
– Co mówią?
– Jesteś zagrożony. Powinieneś uciekać i to szybko.
– Powiedz mi o co chodzi!
– Nie czas na to. – Centaur, odwrócił się i pogalopował w stronę, z której przybył. Remus nie ruszył się z miejsca. Czy Greyback nadal przebywa w lesie? Wiedział, że przyjdzie i zastawił na niego pułapkę?
Powoli ruszył do zamku. Rosło w nim złe przeczucie. Gdy był już na granicy lasu, serce podskoczyło mu do gardła.
– Remus! Nie spodziewałem się ciebie tutaj. Czyżbyś został aurorem i wyznaczyli ci za zadanie wytropienie mnie? A może sam się za mną stęskniłeś?
Lupin odwrócił się. Na drugim końcu małej polanki, na której niegdyś podczas lekcji Opieki Nad Magicznymi Stworzeniami widział jednorożce, stał i uśmiechał się kpiąco Fenrir Greyback. Strach go sparaliżował. Co ma robić? Jest tak blisko szkoły, ale i tak nikt go nie usłyszy. Czy dobiegnie? Wątpił. Jeśli Greyback ma przy sobie różdżkę, to lepiej nie odwracać się do niego plecami.
– Czego tu chcesz?! – warknął.
– Sprawa Czarnego Pana. Obawiam się, że nie mogę cię jeszcze wtajemniczyć.
– Jeszcze?
– Możesz w każdej chwili dołączyć. Oboje wiemy, że kiedyś to nastąpi. Wilczy instynkt z tobą wygra. My nie możemy żyć wśród ludzi, bo nie jesteśmy ludźmi. Kiedy przestaniesz się okłamywać?
– Możemy, ale ty jesteś zbyt spaczony, by to zrozumieć. Nigdy do ciebie nie dołączę.
– Mówisz tak, ponieważ jesteś tylko dzieckiem, buntujesz się. Koniec końców pogodzisz się ze swoim przeznaczeniem.
– Dlaczego tak ci na mnie zależy? Ukąsiłeś już wystarczająco dzieci. Po co ci jedno zbuntowane? – Remus ciągnął rozmowę, by mieć więcej czasu na przemyślenie swoich dalszych kroków.
– Ty nie jesteś taki przeciętny, jak ci się wydaje. Kiedyś to zrozumiesz. A teraz, skoro już tu ładnie przyszedłeś, to chodź ze mną po dobroci.
Remus wyszarpnął różdżkę i machnął nią. Wilkołaka odrzuciło i uderzył plecami o pień drzewa. Chłopak ciężko dyszał. Nie mógł opanować strachu. Chciał uciec, ale nogi odmawiały mu posłuszeństwa. Fenrir zaczął się podnosić. W jego oczach widać było wściekłość i żądzę mordu. Nim jednak zdążył cokolwiek zrobić, Remus ponownie machnął różdżką:
– D-drętwota!
Nie wiedział co się z nim dzieje. Znał doskonale wiele zaklęć, które pomogły by mu w tej sytuacji, ale nie potrafił teraz ich użyć. Mimo to ta mała dawka odwagi wystarczyła, by odwrócił się i popędził w stronę zamku.
Tknięty przeczuciem, zajrzał przez ramię. Zobaczył jak mężczyzna powoli wstaje z ziemi, szczerzy kły ze złości i... znika za drzewami. Przystanął i patrzył za nim. Czy wróci? Co właściwie tu robi?
– Lupin? Co pan tu robi? – Przez drzwi wejściowe wychodziła McGonagall. – Najlepiej wiesz jak jest teraz niebezpiecznie. Powinieneś zostać w zamku!
– Profesor McGonagall! Greyback wciąż tu jest. Był na skraju lasu, ale pobiegł wgłąb. – Pokazał ręką miejsce, w którym zniknął mężczyzna,
Jej oczy rozszerzyły się. Po sekundzie jednak wyciągnęła różdżkę i posłała stadko kotów-patronusów z wiadomością.
– Wilkołak wciąż tu jest. Kręcił się przy granicy lasu na wschód od chaty gajowego.
Koty rozbiegły się, a kobieta zwróciła się w jego stronę.
– Wróć do zamku i już stamtąd nie wychodź. Chodź normalnie na lekcje, ale nigdzie nie idź sam.
– Dobrze, pani profesor.
Pod koniec lekcji wszyscy uczniowie huczeli o tym, że w pobliżu zamku dostrzeżono jakiegoś Śmierciożercę. O tym, że nie jest to zwykła plotka, przekonało ich odwołanie lekcji latania dla klas pierwszych oraz Opieki nad Magicznymi Stworzeniami. Nikt jednak, poza Huncwotami, nie znał większości szczegółów. Peter, Syriusz i James patrzyli na Remusa ze strachem, jakby obawiali się, że gdy tylko odwrócą wzrok, chłopak zniknie. Wiedział, że bardzo się martwią, a także ich wiara w bezpieczeństwo Hogwartu została nadszarpnięta, ale miał już ochotę na nich warknąć.
Przy wspólnej kolacji wiadomo już było, że Śmierciożerca się wymknął. ale nie przebywał już na terenie Hogwartu. Centaury zostały upomniane za bierność. Wprowadzono aurorów na granicę lasu najbardziej oddaloną od zamku. Praktycznie non stop przylatywała sowa z listem od zaniepokojonych rodziców. Szum skrzydeł potęgował ogólny hałas rozlegający się w Wielkiej Sali.