środa, 24 czerwca 2015

Rozdział dziewiętnasty: Katastrofa

      Przez następne dni Alastor leżał wyciszony w swoim pokoju, a Lupin musiał się nim opiekować. Przynosił jedzenie i picie oraz pomagał mu doskoczyć do łazienki. Auror milczał. Nigdy sam nie prosił o pomoc i Remus musiał się domyślać, czego mu potrzeba. Próbował z nim rozmawiać, ale mężczyzna nikogo do siebie nie dopuszczał. Jeśli już wydawał z siebie jakieś dźwięki to stęki niezadowolenia. Dumledore był u niego kilkukrotnie i namówił go w końcu na protezę.
 Co to za auror z protezą nogi? Najlepiej to mnie do łóżka już przykuć i rentę dać. Jakoś z niej wyżyję.
 Alastorze, znam bardzo wielu ludzi, którzy normalnie funkcjonują z protezami.
      Ten tylko stęknął zrzędliwie. Niecały tydzień później Szpital św. Munga zaopatrzył go w stalową imitację jego nogi. Była dopasowana idealnie. Został pouczony jak ją odpowiednio ściągać i zakładać oraz jak dbać o nią. Pierwszego dnia, gdy wstał i ją założył, postanowił, że spróbuje chodzić.
        Remus usłyszał głośny huk. Wstał z łóżka i nasłuchiwał zaniepokojony. Ktoś się włamał? Śmierciożercy zaatakowali?
 Remusie!  Do jego uszu doszedł głos Moody'ego. Szybko pobiegł do jego pokoju i zauważył, jak mężczyzna leży na podłodze.
 Próbowałeś wstać?  zapytał i szybko podszedł do niego. Złapał go pod pachami i próbował podnieść. Stęknął.  Ciężki jesteś...
        W końcu udało mu się go posadzić na brzegu łóżka. Sam rozsiadł się na podłodze.
 Chwilę odpoczniemy i możemy iść. Nic ci nie jest?
 Nie zachowuj się jak matka  warknął Moody.  Tylko upadłem.
        Po kilkunastu minutach Remus odepchnął się rękami od podłogi i wstał. Alastor także wstał, choć trzymał się brzegu łóżka. Po chwili oparł się o Lupina. Ten przytrzymał go i wziął jego ciężar na siebie. Barki i kolana zaczęły go już boleć, ale nie odezwał się ani słowem.
        Moody zrobił krok do przodu, a Remus jak cień poruszał się tym samym rytmem. Nie mógł iść za szybko, bo Moody by nie nadążył i upadł. Zrobił krok protezą. Szło mu się bardzo ciężko, ale Remus go asekurował. Wspólnie doszli do łazienki i tam Moody poradził już sobie sam. Zmęczony wrócił do łóżka, ale tego dnia wiele razy spacerowali, by się przyzwyczaić.
        Około północy padł zmęczony na łóżko. Był głodny, ale nie chciało mu się iść do kuchni po coś do jedzenia. Wszystko go bolało, a w szczególności plecy i kolana. I nagle, tuż przed zaśnięciem, coś sobie uświadomił. Jest pierwszy sierpnia. Jutro będzie pełnia.
           Obudził się, a jego mięśnie zawyły z bólu, gdy wstał. Szybko ubrał się i upewniając się, że Moody głęboko śpi, wyszedł z domu. Natychmiast skierował się do lasu. Idąc szybko między drzewami, rozglądał się uważnie wokoło.
       Po godzinie znalazł to, czego szukał. Wrócił do domu, sprawdził, czy auror dalej śpi i wziął się za oczyszczanie znaleziska. Zadowolony z efektu, skierował się do pokoju, ale zanim tam doszedł, usłyszał, że Moody próbuje wyjść z łóżka. Poszedł szybko do niego i pomógł mu.
 Co to jest?  spytał.
 Laska. Szukałem jej dziś po lesie. Jest odpowiednich wymiarów, utrzyma też twój ciężar. Oczyściłem ją, więc powinno być wszystko dobrze, ale rzuć lepiej zaklęcie, by nie spróchniała.
 Po co mi laska?
 Jutro jest pełnia i nie będę mógł ci pomóc, a dzięki niej szybciej wrócisz do sprawności i nie będziesz uzależniony ode mnie.
 Dzięki  mruknął i wziął ją do ręki. Oparł o ziemię, mocno się uchwycił i wstał. Zachwiał się, ale utrzymał. Zrobił krok w przód, potem następny; bardzo mocno kulał, ale dawał sobie świetnie radę. Po raz pierwszy od czasu wypadku, uśmiechnął się.  Naprawdę dzięki.
         Remus potowarzyszył mu jeszcze trochę, ale po chwili zszedł do piwnicy i zamknął się. Miał nadzieję, że nie wyjdzie i nie zaatakuje nikogo.
          W piwnicy nie było okien, ale wiedział, że wszedł księżyc, kiedy ostry ból przeszył jego kręgosłup. Jęknął i zwinął się. Od kręgosłupa, niczym fala, rozchodził się niewyobrażalny ból. Jego potęga rzuciła go na kolana. Zacisnął zęby, by nie krzyknąć i poczuł metaliczny, choć słodkawy smak krwi.
        Jego mięśnie, paląc żywym ogniem, skurczyły się i drżąc, rozciągnęły, formując nowe ciało. Po kilku minutach piekła leżał już wycieńczony na chłodnej ziemi. Podniósł się powoli i obwąchał powietrze wokoło. Pachniało wilgocią i starością. Znalazł odpowiednio miękkie miejsce, zwinął się w kłębek i zasnął.
       Kiedy wstał następnego dnia, nie wiedział która jest godzina. Wiedział tylko, że jest bardzo głodny. Pochodził w kółko, powęszył trochę, a gdy nic nie znalazł, pokąsał trochę swoje łapy. Zapach świeżej krwi, nawet własnej, był kojący.
        Trzeciego i ostatniego dnia pełni obudził się rozjuszony. Chciał jeść. Tak dawno nie miał nic w zębach, że aż go bolały z pragnienia zatopienia ich w czymś. Powył trochę i zaczął drapać drzwi. Pchał je, tarł łapami i próbował gryźć. W końcu zawiasy puściły i był wolny. Natychmiast wbiegł po schodach i kierując się węchem zaczął podchodzić do pokoju, w którym wyczuwał obecność człowieka. Jego zapach, po tylu godzinach głodu, wydał mu się bardzo kuszący. Warcząc, pchnął pyskiem drzwi i ujrzał go. Leżał w łóżku, ale na jego widok podniósł się i z powrotem oklapł. Bał się go. Podchodził coraz bliżej i nagle ktoś wbiegł po schodach. Odwrócił się, ale w tej samej chwili oślepił go czerwony błysk.

***
        Nie mógł uwierzyć własnym oczom w momencie, gdy zobaczył wilkołaka w drzwiach swojego pokoju. Nie miał kompletnie żadnych szans na ucieczkę. Auror, który walczył z potężnymi Śmierciożercami miał zginąć bolesną śmiercią z rąk nastolatka.
       Na szczęście w jego domu był jeszcze Edward, który przybył w porę i za pomocą Drętwoty unieruchomił chłopaka. Później przeniósł go do jego pokoju i podał Moody'emu coś na uspokojenie.

***
        Jeszcze zanim otworzył oczy, poczuł ból w każdej cząstce swojego ciała. O dziwo leżał na czymś miękkim, zapadał się w tym. Otworzył oczy. Był w łóżku, w swoim pokoju. Piwnica. To tam powinien być. Podniósł się powoli, ale był słaby i zakręciło mu się w głowie. Ręce miał pokryte grubą warstwą bandaży.
        Położył się, a po godzinie do pokoju wszedł Edward Stard. Spojrzał zatroskany na Remusa.
 Nic ci nie jest?
 Nie, tylko jestem trochę zmęczony, to wszystko. To ty przeniosłeś mnie z piwnicy aż tu?
       Po twarzy mężczyzny przebiegł dziwny cień.
 Nie było cie w piwnicy. Prawie rzuciłeś się na Moody'ego.
       Na dobrą chwilę serce Remusa zamarło. Prawie rzuciłeś się na Moody'ego. Nie. Nie było cie w piwnicy.
 Nie...  wyszeptał.  Czy ja...
 Nie. Nic się  nie stało. Powstrzymałem cie. Nikt też nie ma ci tego za złe. Nie byłeś sobą.
      To jednak nie przekonało Remusa, który poddał się czarnym myślom. Przypomniał mu się Greyback, jego agresja; lekarz, gdy mówił mamie, że należy go zamknąć w klinice dla wilkołaków; Carly, Snape, Dippet, ich nienawiść co do niego. Był niebezpieczny dla otoczenia. Powinien już dawno się od nich odsunąć, dla ich bezpieczeństwa.
 Remusie?
       Spojrzał na Edwarda szeroko otwartymi oczyma. Próbował się podnieść, ale był za słaby. Do pokoju przykuśtykał Moody. Zawahał się chwilkę, a chłopak wyczuł jego lęk. Mężczyzna przymknął na chwilkę oczy, a gdy je otworzył, był już opanowany.
 Jak się czujesz?  spytał.
 A ty?
 Remusie, martwimy się. Nie wiedzieliśmy jak twój organizm zareaguje na zaklęcie.
 Jest dobrze  odparł.
 Ale jesteś osłabiony.  Edward przyjrzał mu się.
 Jak zawsze  mruknął. Naprawdę ostatnią rzeczą jakiej teraz pragnął był cyrk wokół jego osoby. Nie zasłużył na taką opiekę. Prawie zabił Moody'ego, albo co gorsza... Nie. Nie chciał teraz o tym myśleć.
       Westchnął. Dlaczego nie mógł żyć normalnie, jak każdy? Dlaczego musi tak cierpieć? Psychicznie nie dawał rady.

      Moody siedział przed nim. Uśmiechał się przyjaźnie. Nagle zamarł. Wyciągnął rękę, próbował się odepchnąć, uciec, ale zbliżał się szybko. Poczuł słodki smak jego krwi, a do uszu dotarł jego przeraźliwie głośny krzyk.
     Obudził się i natychmiast usiadł. Był cały mokry. Próbował uspokoić przyśpieszony oddech, ale nie potrafił. Wstał więc i poszedł pod prysznic. Zimna woda odświeżyła go i rozbudziła, ale nie przegnała czarnych myśli, które nawiedzały go od czasu ostatniej pełni. Moody udawał, że wszystko jest w jak najlepszym porządku, ale on wiedział swoje. Był zagrożeniem dla każdego. Żadne zabezpieczenia nie dadzą stuprocentowej pewności, że nikogo nie skrzywdzi.
      Po kilkunastu minutach skierował się do kuchni i zrobił jajecznicę dla siebie i Moody'ego. Usłyszał jak wstał i kuśtykał już na dół. Szło mu to coraz lepiej. Nie było to to samo co mieć zdrową kończynę, ale bardzo ułatwiało życie.
      Kiwnął mu głową na przywitanie i dokuśtykał się do krzesła. Opadł na nie ciężko i przysunął sobie talerz.
 Wyglądasz nieswojo  zagadał auror.
 Naprawdę? Może dlatego, że się nie wyspałem.
- Znów śniły ci się koszmary?
 Nie... - mruknął Remus i zajął się swoją jajecznicą, Śniadanie minęło bardzo szybko. Lupin pozmywał naczynia, natomiast Moody wziął się za czytanie Proroka Codziennego.
 Co się dzieje z tym światem...  mruknął sam do siebie, ale Remus mimo to zapytał:
 Śmierciożercy?
 Nie, tym razem nie. Jakiś ojciec bał się, że Śmierciożercy ich zaatakują, dlatego zabił swoją żonę i dzieci, a potem popełnił samobójstwo.
 Głupota – Remus zamyślił się nagle o swoim ojcu. On na pewno by tego nie zrobił. Broniłby ich, oddał za nich życie, a nie ich pozbawiał. Ludzie są już tak przerażeni, że nie myślą, co robią.
 Niedługo będziesz się musiał wybrać na Pokątną. Jak myślisz, ile pieniędzy będziesz potrzebował?
 Coś tam jeszcze mam... Myślę, że mi starczy.
– Na pewno? Wiesz, że za książki muszę zapłacić jako twój opiekun.

        Rozmowę przerwał dzwonek do drzwi; Remus pośpieszył otworzyć.
 Dzień dobry, jestem rehabilitantem ze Szpitala św. Munga. Czy tutaj mieszka Alastor Moody?
 Tak, proszę wejść.
        Mężczyzna żwawym krokiem przeszedł przez korytarz. Chłopak zaprowadził go do salonu, w którym siedział Moody. Przywitali się i przystąpili do oględzin. Wszystko za sprawą magicznych maści już się zagoiło.
 Za ile będę mógł wrócić do pracy?
 Nie myślał pan o utrzymaniu się z renty, którą by pan dostawał?
 Nie, nie w tych czasach, proszę pana.
       Ten skinął głową, podziękował i wyszedł.

 Musimy znaleźć kogoś kto będzie cię ochraniał na Pokątnej, gdy pójdziesz kupić książki.
 Nie potrzebuję ochrony, poradzę sobie sam  burknął.
 Owszem, potrzebujesz! Czujność przede wszystkim, ZWŁASZCZA teraz.
 Nie odważą się zaatakować nas na Pokątnej, gdzie jest tak wielu świadków, czarodziejów mogących użyć magii. Jacyś aurorzy też tam pewnie będą. Zrobimy to szybko i wrócę.
      Moody przyjrzał mu się krzywym okiem. Po chwili jednak westchnął, przesunął rękami swoją stalową nogę i wyraził zgodę.
 Jutro zrobię ci śniadanie i zostawię w lodówce, bo umówiłem się z Jamesem, Syriuszem i Peterem na ósmą w Kotle.
– Co? Jakie ''umówiłem''?! Dopiero teraz wyraziłem zgodę! Zawsze mogę zmienić zdanie!
       Remus tylko wyszczerzył do niego swoje śnieżnobiałe, lekko spiczaste zęby.

7 komentarzy:

  1. Złotko, mała prośba: możesz zrobić jakąś stronę z opisami postaci? Powoli gubię się w tych dodanych przez Ciebie.
    Podoba mi się, jak Moody i Remus wreszcie zaczęli się dogadywać. To naprawdę wzruszające.
    Tylko jedna rzecz mi zazgrzytała. Jak Remus przyniósł Moody'emu laskę, on powiedział "dzięki". Może się czepiam, ale "dzięki" jest takie bardziej młodzieżowe. Moody'emu bardziej pasuje klasyczne "dziękuję".
    Pozdrawiam
    PS. Zaglądasz choć trochę do mnie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak tylko znajdę czas to zrobię taką stronkę. Miałam włożyć Moody'emu w usta to ''dziękuję'', jednak pomyślałam, że mógłby chcieć być takim typowo młodzieżowym facetem, żeby lepiej dogadać się z młodszym Remusem. Dla mnie też to było ciężkie dawać mu mówić ''dzięki''. Oczywiście, że wchodzę na Twojego bloga! Jednak reklamy masowo wyskakujące na moim ekranie zniechęcają się do przechodzenia w pisanie komentarza. Pozdrawiam

      Usuń
  2. Hi
    Wczoraj znalazłam bloga i właśnie skończyłam czytać. Jestem trochę zawiedziona D: Cały czas przeskakiwałam z postu na post, a ty nagle koniec.... Co jaki czas dodajesz nowe rozdziały?
    Rozwaliło mnie to, że Łapa czyta mangę i to jeszcze "Sailor Moon".
    Wydaje mi się, że w pierwszych rozdziałam matka Remusa ma na imię Mary, a na grobie jest napisane Hope.
    Tsuki...nazwę zaczerpnęłaś z jakiegoś anime? No wiesz np. od Tsukishima Kei, albo Tsukiyama Shuu
    Suga S.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możliwe, że popełniłam błąd z imieniem matki Remusa, ponieważ pierwsze notki pisałam z trzy lata temu na starej domenie, później przeniosłam poprawione tutaj i szukając dat narodzin wielu osób natknęłam się na wzmiankę w Potterowej Wikipedii, że nazywała się Hope. Notki piszę przeważnie w nocy, a w ostatnich tygodniach byłam zmęczona nadmiarem wszystkiego, więc myślę, że teraz będą pojawiać się częściej, zwłaszcza, że poranki będę miała raczej wolne. Tsuki znaczy po japońsku Księżyc, którego wręcz kocham podziwiać, dlatego jedna z moich ksywek, która jest mi najbardziej bliska i 'najpopularniejsza'' to właśnie Tsuki.

      Usuń
    2. Też się wiele razy spotkałam z tym że matka Remusa to Hope, aż sprawdziłam u mnie na blogu jak ją nazwałam.
      Szkoda, że chodziło Ci o księżyc D: Myślałam że jesteś w fandomie Haikyuu

      Usuń
  3. Zapraszam na nowy rozdział na z-pamietnika-lupina.blogspot.com
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Zapraszam na nowy rozdział na z-pamietnika-lupina.blogspot.com
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń