sobota, 26 grudnia 2015

Rozdział dwudziesty pierwszy: Nie ufaj nikomu

         Śmierciożercy poczęli się okręcać wokół własnej osi i znikać z głośnym trzaskiem. W całym pociągu trwała cisza przerywana raz na jakiś czas czyimś szlochem lub pociąganiem nosa. Po kilku minutach strachu i niepewności w końcu ruszyli. Zostawiali za sobą wciąż widniejący na niebie Mroczny Znak. Gdy dojechali do Hogsmeade, wszyscy wciąż milczeli. Bali się wyjść z pociągu. Kto wie, czy Śmierciożercy nie zastawili na nich jakiejś pułapki?
        Chcąc nie chcąc, musieli wyjść. Huncwoci stali z każdej strony Lily, chroniąc jej. Bardzo dobrze radziła sobie z czarami, jej oceny były wręcz wybitne. Mimo to była tylko kobietą i niepokoili się o nią.
        Skierowali się do powozów, które ciągnęły testrale. Ci, którzy mogli je zobaczyć, nie cieszyli się z tego. Wyglądały niczym konie samej Śmierci. Nie było ucznia, który nie trzymałby w drżących rękach różdżki i nie rozglądał się nerwowo, Jakaś dziewczyna ponownie wybuchnęła płaczem.
        Gdy Huncwoci wraz z Lily weszli do jednego z powozów, przywiązany do niego testral ruszył i zaczął wieźć ich w stronę zamku. Nikt nic nie mówił, w ciszy patrzyli tylko przez okno, szukając choćby najmniejszego śladu intruza. Po kilku minutach zajechali przed bramę Hogwartu, Ich oczom ukazał się ogromny, czarny zamek, z którym wiązało się tyle wspomnień. Mimo to nie cieszyli się, że go widzą. Poczucie bezpieczeństwa w tym miejscu zostało zachwiane. Martwa cisza ogarnęła błonia, las. Liście nie szeleściły, z lasu nie dobiegały odgłosy życia żadnych zwierząt. Księżyc odbijał się w spokojnej tafli wody.
        Rozglądając się dookoła, weszli przez ogromne wrota do środka. Tłumy uczniów zbierały się w grupki, poszukiwali przyjaciół, rodzeństwa. Profesor McGonagall stała na końcu sali. Usta miała zaciśnięte w wąską linię.
– Proszę o ciszę – podniosła głos.
        Wszystkie głowy zwróciły się w jej stronę.
– Przeszukano granicę Hogwartu i Hogsmeade. Nie znaleziono już żadnych śladów Śmierciożerców. Możecie być bezpieczni, ochronne czary są na tyle silne, że nie musicie obawiać się ataku. Pierwszoroczniacy wkrótce się pojawią. Proszę więc o skierowanie się do Wielkiej Sali i zajęcie miejsc.
         Uczniowie popatrzyli po sobie i dalej będąc cicho, przechodzili obok niej. McGonagall wydawała się z bliska zmęczona i zszokowana. Huncwoci i Lily zasiedli razem przy stole Gryfonów.
– Myślicie, że... naprawdę już ich nie ma? – zapytał Peter.
– Na pewno. Dumbledore zadbał o to – odrzekł Remus, choć sam nie był do końca pewny swoich słów.
         Minęło kilkanaście minut przyciszonych rozmów i do ich uszu doszły odgłosy tupotu czterdziestu dwóch ludzkich stóp. Drzwi wielkiej sali otworzyły się i weszli przerażeni pierwszoroczniacy prowadzeni przez McGonagall. Szybkim krokiem pokonała dystans jaki dzielił ją od Dumbledore'a. Ten powstał.
– Witajcie w Szkole Magii i Czarodziejstwa Hogwarcie. Miło mi przywitać naszych nowych przyjaciół, jak i starych, którzy zdążyli już się mnie nasłuchać. Dziś zaczyna się kolejny rok nauki. Kolejne dziesięć miesięcy pełnych czarów oraz wiedzy. Podróż tutaj nie należała do najprzyjemniejszych i za to was przepraszam. Razem z Ministerstwem Magii podjęliśmy już stosowne kroki w tej sprawie, dlatego możecie czuć się tu bezpiecznie. W Hogwarcie nikt nie zostanie skrzywdzony. Nie obawiajcie się. Póki jestem tu ja, Voldemort wam nie grozi!
        Przez salę przeszedł szmer, wiele osób krzyknęło, ktoś się rozpłakał. Przerażeni rozglądali się nerwowo. Czy dyrektor naprawdę ośmielił się wymówić JEGO imię?!
– Strach przed imieniem wzmaga strach przed tym kto je nosi... – prychnął Remus pod nosem, widząc przerażenie w oczach innych osób.
– Nie będę kazał pierwszoroczniakom stać tyle czasu. Jesteście pewnie głodni i zmęczeni. Wyznaczymy was zatem do waszych nowych domów. To je będziecie reprezentować przez następne siedem lat nauki. Za dobre zachowanie jednostki nagradzany będzie cały dom, tak samo jest jednak z przewinieniami. Pod koniec roku dom, którego członkowie przynosili szkole najwięcej chwały zostanie nagrodzony Pucharem Domów. Istnieją cztery domy. Gryffindor, Slytherin, Hufflepuff oraz Ravenclaw. Żaden nie jest gorszy od innego. Po prostu w każdym liczą się inne cechy. Wyboru pomoże wam dokonać Tiara Przydziału!
       Profesor McGonagall położyła ją na stołku i rozwinęła listę nazwisk. Reszta ceremonii minęła tak, jak wszystkie inne przemijały już od czasów założenia szkoły i wyznaczenia domów. Do każdego z nich przyznano pięć dziewczyn i pięć chłopców. Gdy ostatnie z dzieci zajęło swoje miejsce, półmiski i talerze w magiczny sposób zapełniały się potrawami. Zrobiło się głośno i wszyscy trochę rozluźnieni zaczęli pałaszować.
       James, jako prefekt naczelny, musiał pod koniec uczty wstać i udać się z innymi prefektami i prefektami naczelnymi do opiekunów swoich domów po hasła i poprowadzić grupę pierwszoroczniaków.
– Pierwszoklasiści, do mnie! Zaprowadzę was do dormitoriów.
      Grupka wystraszonych chłopców i dziewczynek poszła za nim i towarzyszącymi mu Huncwotami. Nagle jedna dziewczynka spojrzała na Remusa i spytała:
– Słyszałam, że są osoby, które się tną. Nazywa się je emo, lub jakoś tak. Czy jesteś emo?
– Eee... – Chłopak nigdy wcześniej nie słyszał tego określenia. Co miał odpowiedzieć dziewczynce? Na pewno nie to, że jest wilkołakiem. – Taaak... Jestem, a raczej byłem emo.
– Ouch! – pisnęła i była już cicho.
       Zaprowadził ich pod portret Grubej Damy.
– Witajcie, witajcie nowi Gryfoni! Ja, Gruba Dama, jestem przejściem i ochroniarzem waszego domu. Nie wejdzie tu nikt, kto nie zna hasła. Jamesie, czy podasz?
– Miętowe pastylki – odpowiedział, a kobieta uśmiechnęła się promiennie i rama jej obrazu odskoczyła.
        Oprowadzili ich po pokoju wspólnym i pokazali, gdzie będą spać. Gdy już mogli ich spokojnie zostawić samych sobie, skierowali się do swojego dormitorium. Syriusz usiadł w swojej ulubionej pozycji przy oknie. Po chwili zastanowienia Lupin też tam poszedł i usiadł na drugim końcu parapetu.
– Zauważyliście, że Śmierciożercy stają się coraz odważniejsi? Są wszędzie... – mruknął Syriusz.
– Aurorzy już pewnie nie wyrabiają, a z każdym dniem jest coraz więcej ofiar. Jest coraz gorzej.
– Członkowie Zakonu walczą, ale jest ich za mało. Przegramy tę wojnę. Voldemort jest za silny.
       Peter wzdrygnął się. Syriusz nagle walnął pięścią o parapet.
– Dlaczego Dumbledore nie pójdzie do niego razem z armią czarodziejów i czarownic i nie zabije go? Jest do tego zdolny. Voldzo się go boi, bo wie, że jest silniejszy i z łatwością go zabije.
– Może jest coś, co wie Dumbledore, ale nie mówi tego nawet członkom Zakonu?
       W ciszy zastanowili się nad jego słowami. W końcu James westchnął, wstał i poszedł się umyć.
– Nie ma co za dużo nad tym myśleć, bo zbyt wiele i tak nie zdziałamy – powiedział na odchodne i zniknął za drzwiami łazienki.
        Remus spojrzał przez okno. Nagle zamarło mu serce. Zobaczył jakiś poruszający się cień. Kierował się w stronę Zakazanego Lasu. Zmrużył oczy. Może mu się tylko wydawało? Nie, widzi to... coś. Nagle istota przystanęła. Poruszała głową w taki sposób, że można by pomyśleć, że węszy za czymś. Odwróciła się i spojrzała dokładnie na niego. Zawył.
        Lupin zerwał się jak oparzony, wciąż wpatrując się w okno. Syriusz także zauważył ową postać.
– Co do...
         Remus wybiegł z dormitorium. Przeskakiwał po cztery stopnie naraz. Pędem ruszył w stronę gabinetu Dumbledore'a. Wypowiedział hasło, którego na szczęście jeszcze nie zmienili, szybko pokonał schody i załomotał w drzwi.
– Proszę.
        Wszedł do gabinetu. Już chciał się odezwać, ale zabrakło mu tchu, dlatego tylko stał i mierzył się spojrzeniem z dyrektorem.
– Czy coś się stało, Remusie?
– Greyback. Jest na błoniach – wydyszał.
      Oczy Dumbledore'a otworzyły się szerzej ze zdziwienia.
– Jesteś tego pewien? – spytał ostro.
– Widziałem go, słyszałem... Syriusz też.
       Dumbledore wstał i wyciągnął różdżkę.
– Musimy natychmiast poinformować innych nauczycieli i Ministerstwo. Remusie, wróć do pokoju i nie wychodź z niego. Idź jak najkrótszą drogą, z nikim nie rozmawiaj.

1 komentarz:

  1. Nie przerywaj rozdziału w takim momencie! Ja chcę ciąg dalszy!
    Jak Greyback dostał się na teren Hogwartu? Przecież to niemożliwe, żeby przedarł się przez zabezpieczenia Dumbledore'a. Mam nadzieję, że wyjaśnisz to w następnym rozdziale.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń