– Czy ktoś widział Remusa? – zapytał zaniepokojony James.
– Walczył z innymi wilkołakami, potem zniknął mi z oczu – powiedziała McGonagall.
– Pewnie do nich dołączył. – Caradoc spojrzał na wszystkich z kpiącym uśmieszkiem i przycisnął dłoń do ramienia. – Tak jak przewidziałem.
Hagrid, który przybył na wezwanie Dumbledore'a, zaczerwienił się nagle i trzasnął o ziemię parasolką.
– Spokój! – Nakazał natychmiast Dumbledore. – Musimy pozbierać ciała i przetransportować je do domu Molly, tak z nią uzgodniliśmy. Śmierciożerców musimy wynieść gdzieś dalej, choćby do lasu. Ważniejsi od ciał są ranni! Co do Remusa... – Spojrzał z poczuciem winy na Huncwotów. – Jestem pewny, że go znajdziemy.
– Walczył z innymi wilkołakami, potem zniknął mi z oczu – powiedziała McGonagall.
– Pewnie do nich dołączył. – Caradoc spojrzał na wszystkich z kpiącym uśmieszkiem i przycisnął dłoń do ramienia. – Tak jak przewidziałem.
Hagrid, który przybył na wezwanie Dumbledore'a, zaczerwienił się nagle i trzasnął o ziemię parasolką.
– Spokój! – Nakazał natychmiast Dumbledore. – Musimy pozbierać ciała i przetransportować je do domu Molly, tak z nią uzgodniliśmy. Śmierciożerców musimy wynieść gdzieś dalej, choćby do lasu. Ważniejsi od ciał są ranni! Co do Remusa... – Spojrzał z poczuciem winy na Huncwotów. – Jestem pewny, że go znajdziemy.
Hagrid niósł kolejne ciało i ułożył je obok pozostałych członków Zakonu czekających na transport. Jak na razie znalazł tylko pięć ofiar śmiertelnych. Reszta w większym lub mniejszym stopniu była ranna. Brakowało Remusa. Hagrid wiedział, że nie ma go wśród ciał, bo natychmiast wypatrzyłby jego jasną sierść. Nie chciał też uwierzyć, że chłopak uciekł z innymi wilkołakami, bo, jak mówił psor, zażył Wywar Tojadowy i był w pełni świadomy. Mógł jednak zostać uprowadzony. Wziął dwa ciała Śmierciożerców i przerzucił je sobie przez ramiona. Zgodnie z instrukcją, miał je schować w lesie. Nie chciał zbytnio się oddalać, więc rzucił je w jakieś krzaki. Gdy się odwracał, zobaczył kątem oka coś jasnego.
Spojrzał w tamtą stronę i rozpoznał Remusa. Leżał w kałuży krwi, nie poruszał się. Hagrid podbiegł do niego i podniósł szybko. Czuł słabe tętno chłopaka. Prawie natychmiast rzuciła mu się w oczy ogromna rana na jego lewym boku. Przeklinając, że nie ma ze sobą żadnych bandaży, wrócił do miejsca walki.
– Psorze! Psorze! Znalazłem Remuska!
Dumbledore i Moody spojrzeli na Rubeusa, tymczasem James i Syriusz pobiegli w jego kierunku. Peter był obecnie w domu Molly Weasley.
– Co z nim?! – James pobladł.
– Nie wiem. Jest, cholibka, poważnie ranny.
Dumbledore podszedł do nich.
– Alastorze, zabierz go natychmiast do Nory. Wyślij też wiadomość do naszego uzdrowiciela. Wiem, że odsypia dyżur z Munga, jednak bez niego nam się nie obejdzie.
Auror złapał Hagrida za palec i teleportował się. Półolbrzym szybko wszedł do domu i po krótkiej rozmowie z Molly, położył Lupina na kanapie w salonie. W tym samym czasie patronus Moody'ego pomknął w ciemną noc.
Niecałe dwie minuty później głośny trzask poinformował ich, że Edgar Bones aportował się. Był w bordowej piżamie i szlafroku. Włosy miał rozczochrane. Spojrzał na Moody'ego i zachrypniętym głosem spytał o powód wezwania.
– Remus jest poważnie ranny. Widziałem sporo ran na całym ciele, w tym jedną źle wyglądającą na boku. Jest nieprzytomny i stracił sporo krwi.
– Ale on... – Edgar spojrzał na księżyc.
– Tak, jest przemieniony. Wypił Wywar Tojadowy.
Uzdrowiciel wszedł szybko do środka i zbliżył się do Remusa.
– Nie, nie, tutaj mam zbyt mały dostęp.
Machnął różdżką i zrzucił wszystkie rzeczy ze stolika. Machnął nią drugi raz i mebel zalśnił czystością.
– Hagridzie, gdybyś mógł...
Półolbrzym, chlipiąc, podniósł nieprzytomnego Remusa i położył go na stole. Kilka minut Edgar krzątał się wokoło niego, wyczarował sobie nawet rękawiczki. W końcu westchnął.
– Nie jestem w stanie nic zrobić. To skażone rany. Musimy poczekać, aż się przemieni, wtedy będę mógł mu jakoś pomóc maściami. Teraz tylko go zabandażuję i musimy mieć nadzieję, że jakoś się z tego wyliże.
Coś w jego spojrzeniu powiedziało im, że najprawdopodobniej Remus nie przetrwa tego.
Wziął bandaże i z pomocą Hagrida założył ciasne opatrunki. Potem przenieśli go z powrotem na kanapę.
Mężczyzna wyszedł z Nory razem z Alastorem.
– Czy jeśli Lupin umrze w ciele wilka, wróci jeszcze do dawnej formy?
– Nie mam bladego pojęcia – westchnął uzdrowiciel. – Pozwól, że na chwilę wrócę do siebie i przyniosę więcej swoich rzeczy. Trochę odciążę panią Weasley.
W momencie, gdy on się deportował, aportowali się Huncwoci. Pomagali kolejnym rannym.
– Co z Remusem? – Syriusz wpatrzył się w zakrwawiony pysk swego przyjaciela.
– Musimy czekać na koniec pełni. Teraz mu nie pomożemy. – Alastor stanął w drzwiach. – Czy to już wszyscy?
– Nie, zaraz zjawi się Artur z dwoma rannymi. My już musimy wracać po ciała.
I rzeczywiście, po kilku sekundach pojawił się Artur, trzymając za ręce Dedalusa Diggle'a i Caradoca. Dedalus utykał, tymczazem Dearborn trzymał za krwawiące ramię. Edgar natychmiast do nich podbiegł.
– Dedalusie, myślę, że Molly powinna sobie poradzić z tym złamaniem. Car, chodź za mną, zaraz ci zdezynfekuję ranę.
Ten ledwo wszedł do salonu, zatrzymał się i krzyknął z oburzeniem.
– Czemu to zwierze leży na kanapie? Tylko zajmuje miejsce rannym!
Nastała cisza i wszyscy wrogo spojrzeli na czarodzieja. On nawet tego nie zauważył - nienawistne spojrzenie skierował na Remusa. Hagrid podszedł do niego i złapał go za poły szaty.
– NIE BĘDZIESZ WIĘCEJ NAZYWAŁ REMUSA ZWIERZEM! TY MAŁY...
– Hagridzie! – krzyknęła McGonagall. – Postaw, proszę, pana Dearborna na ziemię!
Gdy ten to zrobił, sama do niego podeszła szybkim krokiem.
– Tak się składa, że Lupin uratował pańskie zdrowie a nawet życie przed wilkołakiem. Widziałam tę sytuację. Widziałam też potem jak z tego powodu został otoczony. Nie dość, że teraz umiera za pana, to nawet po tym wszystkim, nie może pan mu okazać szacunku? Nie będziemy tego więcej tolerować w Zakonie. Liczę, że zaprzestanie pan tej dziecinady, w innym wypadku będę musiała pomówić z Albusem!
Mężczyzna zbladł.
– Umiera...?
Nikt mu nie odpowiedział. Wszyscy wrócili do swoich obowiązków. Edgar bez słowa, ale ze srogą miną obmył mu ranę i zakleił magią.
Spojrzał w tamtą stronę i rozpoznał Remusa. Leżał w kałuży krwi, nie poruszał się. Hagrid podbiegł do niego i podniósł szybko. Czuł słabe tętno chłopaka. Prawie natychmiast rzuciła mu się w oczy ogromna rana na jego lewym boku. Przeklinając, że nie ma ze sobą żadnych bandaży, wrócił do miejsca walki.
– Psorze! Psorze! Znalazłem Remuska!
Dumbledore i Moody spojrzeli na Rubeusa, tymczasem James i Syriusz pobiegli w jego kierunku. Peter był obecnie w domu Molly Weasley.
– Co z nim?! – James pobladł.
– Nie wiem. Jest, cholibka, poważnie ranny.
Dumbledore podszedł do nich.
– Alastorze, zabierz go natychmiast do Nory. Wyślij też wiadomość do naszego uzdrowiciela. Wiem, że odsypia dyżur z Munga, jednak bez niego nam się nie obejdzie.
Auror złapał Hagrida za palec i teleportował się. Półolbrzym szybko wszedł do domu i po krótkiej rozmowie z Molly, położył Lupina na kanapie w salonie. W tym samym czasie patronus Moody'ego pomknął w ciemną noc.
Niecałe dwie minuty później głośny trzask poinformował ich, że Edgar Bones aportował się. Był w bordowej piżamie i szlafroku. Włosy miał rozczochrane. Spojrzał na Moody'ego i zachrypniętym głosem spytał o powód wezwania.
– Remus jest poważnie ranny. Widziałem sporo ran na całym ciele, w tym jedną źle wyglądającą na boku. Jest nieprzytomny i stracił sporo krwi.
– Ale on... – Edgar spojrzał na księżyc.
– Tak, jest przemieniony. Wypił Wywar Tojadowy.
Uzdrowiciel wszedł szybko do środka i zbliżył się do Remusa.
– Nie, nie, tutaj mam zbyt mały dostęp.
Machnął różdżką i zrzucił wszystkie rzeczy ze stolika. Machnął nią drugi raz i mebel zalśnił czystością.
– Hagridzie, gdybyś mógł...
Półolbrzym, chlipiąc, podniósł nieprzytomnego Remusa i położył go na stole. Kilka minut Edgar krzątał się wokoło niego, wyczarował sobie nawet rękawiczki. W końcu westchnął.
– Nie jestem w stanie nic zrobić. To skażone rany. Musimy poczekać, aż się przemieni, wtedy będę mógł mu jakoś pomóc maściami. Teraz tylko go zabandażuję i musimy mieć nadzieję, że jakoś się z tego wyliże.
Coś w jego spojrzeniu powiedziało im, że najprawdopodobniej Remus nie przetrwa tego.
Wziął bandaże i z pomocą Hagrida założył ciasne opatrunki. Potem przenieśli go z powrotem na kanapę.
Mężczyzna wyszedł z Nory razem z Alastorem.
– Czy jeśli Lupin umrze w ciele wilka, wróci jeszcze do dawnej formy?
– Nie mam bladego pojęcia – westchnął uzdrowiciel. – Pozwól, że na chwilę wrócę do siebie i przyniosę więcej swoich rzeczy. Trochę odciążę panią Weasley.
W momencie, gdy on się deportował, aportowali się Huncwoci. Pomagali kolejnym rannym.
– Co z Remusem? – Syriusz wpatrzył się w zakrwawiony pysk swego przyjaciela.
– Musimy czekać na koniec pełni. Teraz mu nie pomożemy. – Alastor stanął w drzwiach. – Czy to już wszyscy?
– Nie, zaraz zjawi się Artur z dwoma rannymi. My już musimy wracać po ciała.
I rzeczywiście, po kilku sekundach pojawił się Artur, trzymając za ręce Dedalusa Diggle'a i Caradoca. Dedalus utykał, tymczazem Dearborn trzymał za krwawiące ramię. Edgar natychmiast do nich podbiegł.
– Dedalusie, myślę, że Molly powinna sobie poradzić z tym złamaniem. Car, chodź za mną, zaraz ci zdezynfekuję ranę.
Ten ledwo wszedł do salonu, zatrzymał się i krzyknął z oburzeniem.
– Czemu to zwierze leży na kanapie? Tylko zajmuje miejsce rannym!
Nastała cisza i wszyscy wrogo spojrzeli na czarodzieja. On nawet tego nie zauważył - nienawistne spojrzenie skierował na Remusa. Hagrid podszedł do niego i złapał go za poły szaty.
– NIE BĘDZIESZ WIĘCEJ NAZYWAŁ REMUSA ZWIERZEM! TY MAŁY...
– Hagridzie! – krzyknęła McGonagall. – Postaw, proszę, pana Dearborna na ziemię!
Gdy ten to zrobił, sama do niego podeszła szybkim krokiem.
– Tak się składa, że Lupin uratował pańskie zdrowie a nawet życie przed wilkołakiem. Widziałam tę sytuację. Widziałam też potem jak z tego powodu został otoczony. Nie dość, że teraz umiera za pana, to nawet po tym wszystkim, nie może pan mu okazać szacunku? Nie będziemy tego więcej tolerować w Zakonie. Liczę, że zaprzestanie pan tej dziecinady, w innym wypadku będę musiała pomówić z Albusem!
Mężczyzna zbladł.
– Umiera...?
Nikt mu nie odpowiedział. Wszyscy wrócili do swoich obowiązków. Edgar bez słowa, ale ze srogą miną obmył mu ranę i zakleił magią.
Huncwoci wrócili z ostatnimi ciałami i usiedli na ziemi przy kanapie przyjaciela. Nic nie mówili.
Poza Remusem jeszcze dwie osoby były ciężko ranne - Elfias Doge i Benio Fenwick. Elfias został trafiony jakąś klątwą i co kilka minut tracił przytomność. Benio natomiast został ukąszony przez wilkołaka w gardło. Choć robili wszystko, co mogli, nie byli w stanie zatamować krwawienia, tak samo, jak w przypadku Remusa. Leżąc na kanapie naprzeciwko chłopaka, spoglądał na niego z przerażeniem. Najwidoczniej wyobrażał sobie siebie w tej postaci.
Dumbledore zjawił się pomieszczeniu i spojrzał na Remusa, Elfiasa i Benia ze smutkiem. Westchnął. Podszedł szybko do Moody'ego i Molly, którzy pomagali Edgarowi w opatrywaniu rannych. Rozmawiali szeptem, marszcząc przy tym czoła.
Czarodziej zakasał nagle rękawy i podszedł do Elfiasa. Stał nad nim skupiony, machając od czasu do czasu różdżką. Doge nagle ocknął się.
– Profesor... Co pan...
– Jak się teraz czujesz, Elfiasie? – zapytał.
– Inaczej. Już nic mnie nie "ciągnie" w dół. – Podrapał się po głowie. – Dziękuję.
Dumbledore podziękował Fenwickowi cicho za pomoc. Zerknął na Remusa i grupkę jego przyjaciół z bólem w oczach, ale nie podszedł do nich.
Przeszedł na środek pokoju i zabrał głos.
– Dziś wszyscy walczyliście dzielnie. Dziękuję wam. Nie odnieśliśmy dziś porażki, jednak też nie przybliżyliśmy się do zwycięstwa. Zabiliśmy dwudziestu trzech Śmierciożerców. Straciliśmy jednak piątkę wspaniałych przyjaciół. Uczcijmy minutą ciszy Penelopę i Alberta Daniels, Suzan Hover, Maxa Persena oraz Willa Flooda.
Wszyscy zamilkli i zwiesili głowy. Poczucie straty dławiło ich w gardłach. Po dłuższej chwili Albus kontynuował:
– Jeśli czujecie się dobrze, wracajcie do siebie i odpocznijcie. Zasłużyliście na to. Uważajcie na siebie po drodze.
Huncwoci nawet nie drgnęli.
– Chłopcy...
– Nie, profesorze. Nie zostawimy Remusa w takim stanie – przerwał mu James.
– Nie, James. Powinieneś porozmawiać w tym momencie z Lily. Jeśli Remus... – głos Syriusza zadrżał nieznacznie. – Jeśli Remus się z tego nie wyliże, powinna tutaj przyjść.
Spojrzeli na siebie z bólem.
– Syriuszu, mogę być pewny, że w razie jakiejkolwiek zmiany czy to na lepsze, czy na gorsze, skontaktujesz się ze mną i Edgarem?
– Oczywiście – przyrzekł chłopak.
– Dziękuję.
Dumbledore odwrócił się i wyszedł. Peter i James zrobili po chwili to samo.
Syriusz siedział wciąż w tej samej pozycji i choć wszystko już go bolało, nie ruszył się. Molly stanęła za jego plecami i nic nie mówiła, dopóki chłopak na nią nie spojrzał. Miała zmartwiony wyraz twarzy.
– Kochanie, pomógłbyś mi umyć jego twarz z tej całej krwi? Tylko chyba będziemy musieli użyć rękawiczek.
– Dobrze, już się robi, pani Weasley! – Natychmiast zerwał się i machnął różdżką. Miska napełniła się letnią wodą i pofrunęła do niego. Zaraz za nią pojawiły się dwie białe szmatki. Wyczarowali sobie rękawiczki i zaczęli delikatnie odmywać mu futro na pysku. W pewnym momencie Syriusz odkrył, że przez oko Remusa przebiega płytka rana, która jednak nie chciała się zasklepić. Zacisnął zęby. Ileż by teraz dał, by wypatroszyć Greybacka.
Poza Remusem jeszcze dwie osoby były ciężko ranne - Elfias Doge i Benio Fenwick. Elfias został trafiony jakąś klątwą i co kilka minut tracił przytomność. Benio natomiast został ukąszony przez wilkołaka w gardło. Choć robili wszystko, co mogli, nie byli w stanie zatamować krwawienia, tak samo, jak w przypadku Remusa. Leżąc na kanapie naprzeciwko chłopaka, spoglądał na niego z przerażeniem. Najwidoczniej wyobrażał sobie siebie w tej postaci.
Dumbledore zjawił się pomieszczeniu i spojrzał na Remusa, Elfiasa i Benia ze smutkiem. Westchnął. Podszedł szybko do Moody'ego i Molly, którzy pomagali Edgarowi w opatrywaniu rannych. Rozmawiali szeptem, marszcząc przy tym czoła.
Czarodziej zakasał nagle rękawy i podszedł do Elfiasa. Stał nad nim skupiony, machając od czasu do czasu różdżką. Doge nagle ocknął się.
– Profesor... Co pan...
– Jak się teraz czujesz, Elfiasie? – zapytał.
– Inaczej. Już nic mnie nie "ciągnie" w dół. – Podrapał się po głowie. – Dziękuję.
Dumbledore podziękował Fenwickowi cicho za pomoc. Zerknął na Remusa i grupkę jego przyjaciół z bólem w oczach, ale nie podszedł do nich.
Przeszedł na środek pokoju i zabrał głos.
– Dziś wszyscy walczyliście dzielnie. Dziękuję wam. Nie odnieśliśmy dziś porażki, jednak też nie przybliżyliśmy się do zwycięstwa. Zabiliśmy dwudziestu trzech Śmierciożerców. Straciliśmy jednak piątkę wspaniałych przyjaciół. Uczcijmy minutą ciszy Penelopę i Alberta Daniels, Suzan Hover, Maxa Persena oraz Willa Flooda.
Wszyscy zamilkli i zwiesili głowy. Poczucie straty dławiło ich w gardłach. Po dłuższej chwili Albus kontynuował:
– Jeśli czujecie się dobrze, wracajcie do siebie i odpocznijcie. Zasłużyliście na to. Uważajcie na siebie po drodze.
Huncwoci nawet nie drgnęli.
– Chłopcy...
– Nie, profesorze. Nie zostawimy Remusa w takim stanie – przerwał mu James.
– Nie, James. Powinieneś porozmawiać w tym momencie z Lily. Jeśli Remus... – głos Syriusza zadrżał nieznacznie. – Jeśli Remus się z tego nie wyliże, powinna tutaj przyjść.
Spojrzeli na siebie z bólem.
– Syriuszu, mogę być pewny, że w razie jakiejkolwiek zmiany czy to na lepsze, czy na gorsze, skontaktujesz się ze mną i Edgarem?
– Oczywiście – przyrzekł chłopak.
– Dziękuję.
Dumbledore odwrócił się i wyszedł. Peter i James zrobili po chwili to samo.
Syriusz siedział wciąż w tej samej pozycji i choć wszystko już go bolało, nie ruszył się. Molly stanęła za jego plecami i nic nie mówiła, dopóki chłopak na nią nie spojrzał. Miała zmartwiony wyraz twarzy.
– Kochanie, pomógłbyś mi umyć jego twarz z tej całej krwi? Tylko chyba będziemy musieli użyć rękawiczek.
– Dobrze, już się robi, pani Weasley! – Natychmiast zerwał się i machnął różdżką. Miska napełniła się letnią wodą i pofrunęła do niego. Zaraz za nią pojawiły się dwie białe szmatki. Wyczarowali sobie rękawiczki i zaczęli delikatnie odmywać mu futro na pysku. W pewnym momencie Syriusz odkrył, że przez oko Remusa przebiega płytka rana, która jednak nie chciała się zasklepić. Zacisnął zęby. Ileż by teraz dał, by wypatroszyć Greybacka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz