Usiadł w fotelu i zapatrzył w biblioteczkę Moody'ego. Nie wiedział czy bardziej zły jest na niego, siebie czy panią Buchanan. Przerzucił między palcami różdżkę i odłożył ją na stolik. Kobieta naprawdę była przerażona jego wizytą. Co takiego zrobił jej córce tamten inny wilkołak, że tak szybko go rozpoznała i wygoniła? Co się stanie, jeśli coraz więcej takich jak on będzie uciekać z ośrodka i ludzie zaczną na nich polować? Czy wtedy nie będzie mógł bezpiecznie wyjść na ulice?
Od razu przed oczami pojawiły mu się twarze tamtych Śmierciożerców. Zacisnął zęby i pięści. Próbował wmówić sobie, że przecież nie chciał tego zrobić, ale nie zniknali.
– Może spróbuję wyczarować patronusa... Gdy będę myślał o czymś szczęśliwym, znikną... – szepnął sam do siebie. Natychmiast jednak poczuł się jeszcze gorzej. Przecież jego patronus to wilk. Istota tylko przypominająca mu, jaką bestią jest. Zakrył twarz dłońmi i podciągnął kolana pod brzuch.
Auror wrócił szybko. W rękach trzymał dwa worki pełne jakichś rzeczy. Machnął różdżką i wyszły z nich księgi, pergaminy, jakieś mapy i dziwne przedmioty.
– Wyjaśniłem jej wszystko. Uspokoiła się, nie planuje zgłosić cię ministerstwu, więc nie musisz się o nic bać.
– Dzięki. – Wstał i przyjrzał się jednej z przyniesionych rzeczy. – Peleryna-niewidka?
– Szybko rozpoznałeś. Ma już dwa lata. Jeszcze rok i stanie się bezużyteczna.
– Jak to? To co ona z nią robiła?
– Nic. Leżała u niej w szafie. Nie wiesz, że peleryny-niewidki mają swoją datę przydatności? Tutaj już widać małe strzępy przez które człowiek może być minimalnie widoczny. Jak duch. Niestety te cuda nie są znowu takie tanie.
Remus zmarszczył brwi, ale nic nie odpowiedział. Peleryna Jamesa służyła im przez wszystkie siedem lat szkoły, a jeszcze wcześniej należała do jego ojca i dziadka. Nie mieli z nią najmniejszych problemów, a bardzo często upychali ją, moczyli i raz prawie podpalili.
– No, ale przynajmniej wreszcie ją odzyskałem. – Machnął różdżką, a przedmioty poszybowały do komody. – To co, uczymy się dalej Patronusa?
– Nie...
– Ta staruszka aż tak zepsuła ci humor? To co ci naopowiadała?
– Nie chodzi o panią Buchanan.
– A o co?
– O nic. Wczoraj już wyczarowałem. Opanowałem zaklęcie, więc nie ma tematu. Znajdę sobie jakieś następne i jeśli będę miał problem, przyjdę do ciebie.
– Jaki przybrał kształt? – W głosie mężczyzny usłyszeć można było zaciekawienie.
– Nie przybrał.
– Czyli wspomnienie było za słabe.
– Możliwe – odpowiedział wymijająco. – Ale przynajmniej wiem, że potrafię.
– Nie interesuje cię jego kształt?
– Nie bardzo. Kiedy następne spotkanie Zakonu?
– Unikasz tematu. – Mężczyzna przyjrzał mu się uważniej.
– Nie unikam.
Spojrzeli sobie w oczy, ale nie podjęli dalszej rozmowy. Remus podszedł do biblioteki i wpatrzył się w tytuły. Czy było tu w ogóle coś, czego jeszcze nie przeczytał? W takich momentach tęsknił za Hogwartem i jego ogromną kolekcją literatury.
– Jutro pójdę do biblioteki – powiedział głośno, by Moody go usłyszał.
– Przeżyjesz czy mam iść z tobą?
– Bardzo zabawne – burknął i poszedł po kuchni, by coś przekąsić.
Następnego dnia zjadł śniadanie i jeszcze przed dziewiątą aportował się pod Dziurawym Kotłem. Wszedł do środka i od razu udał się na ulicę Pokątną. Jak zwykle był na niej tłok. Sprzedawcy przekrzykiwali się wzajemnie. Wszędzie był tylko hałas i przytłaczający smród najróżniejszych substancji. Za pomocą magii udało mu się choć trochę zakryć siną od rany twarz. Jakoś przecisnął się przez tłum i dostał do biblioteki. Przychodził tutaj z rodzicami, zanim jeszcze dostał list ze szkoły. Gdy otworzył drzwi, przekonał się, że wystrój w ogóle nie uległ od tego czasu zmianie. Nawet zapach pozostał ten sam. Pulchna, ale wysoka kobieta uśmiechnęła się do niego miło.
– Wiedziałam, że jeszcze tu wrócisz, książkowy molu.
Uśmiechnął się i skierował do działu z zaklęciami. Długo wertował książki i szukał takiej, w której nie znałby zbyt wielu zaklęć, jednak było to ciężkie zadanie. W końcu jednak znalazł trzy i powrócił z nimi do bibliotekarki.
Na odchodne wcisnęła mu do ręki kawałek czekolady. Nie jadł żadnej od bardzo dawna, jednak głupio było mu odmówić. Gdy wyszedł z przyciemnionego pomieszczenia, zastanawiał się chwilę czy ją zjeść, czy oddać Moody'emu. Tęsknota za tym smakiem była jednak silniejsza i już po chwili rozkoszował się nim. W tym momencie wiedział, że na jednym kawałku czekolady się nie skończy.
Wręcz siłą odciągnął się od sklepów ze słodyczami i tuląc do piersi cieżkie tomy, wrócił do Dziurawego Kotła. Zobaczył tam Severusa Snape'a. Ten go nie spostrzegł, gdyż wpatrywał się w szklankę z jakimś napojem. Remus wolał mu nie wchodzić w drogę i szybko opuścił lokal. Spod niego teleportował się pod dom Moody'ego i westchnął cicho. Czuł się powoli jak w klatce.
Odłożył książki na szafkę nocną i przyjrzał się swojemu odbiciu w lustrze. Magia maskująca dalej działała. Machnął ręką, zapominając, że nie trzyma w niej różdżki. Ku swojemu zdumieniu odkrył, że zaklęcie zadziałało. Zmarszczył brwi i ruszył powoli ręką. Zgodnie z jego intencją drzwi szafy zamknęły się powoli. Uśmiechnął się prawdziwie po huncwocku i szybko usiadł przy biurku, by opisać przyjaciołom swoje nowe odkrycie. Tylko przez sekundę wahał się i zastanawiał czy jest to wynik jego wilkołactwa, tak samo jak lepsze zmysły, czy jego umiejętności magicznych. Planował, że spyta Moody'ego, gdy tylko ten wróci.
Przywołał Nów do siebie i przywiązał do jej nóżki trzy listy. Z rosnącą ekscytacją podnosił przedmioty, zapalał i gasił światło. Gdy po kilku godzinach Alastor dotarł już do mieszkania, podekscytowanie zniknęło. Przy późnej kolacji chłopak pokazał mu, co odkrył, na co ten tylko się uśmiechnął.
– Od początku czułem, że jesteś silnym czarodziejem. W końcu jesteś synem Lyalla. On też potrafił używać magii bez różdżki.
– Ale mimo to zginął.
– Ciężko jest przezwyciężyć czarną magię.
– Dlatego musimy zrobić wszystko, by zabić Voldemorta. Żeby dzieci mojego pokolenia nie musiały stawać się sierotami. I już nie staną.
Spojrzał na Moody'ego z blaskiem w oczach i uśmiechem, który można było uznać za drwiący.
Hejka! Dzisiaj po południu trafiłam na twojego bloga i bardzo mi się spodobał, dlatego przeczytałam wszystko w jedno popołudnie!
OdpowiedzUsuńBardzo podoba mi się relacja Remus-Alastor... Wydaje się taka realna.. Może dlatego, że utożsamiam się z twoim Remusem.. W każdym bądź razie czekam na więcej!
Pozdrawiam i życzę weny! :)
Wow! Ten blog to mistrzostwo :D czemu tak się urwał.. byłam w szoku nie widząc kolejnej strzałeczki.. w każdym razie gratuluję :D jest świetny.
OdpowiedzUsuńBardzo dziękuję za tak miły komentarz! Czuję się źle z tym, że tak tego fanfika porzuciłam, ale jak tylko obronię pracę licencjacką, to na pewno do niego wrócą, a do tego jeszcze bardziej poprawię błędy w dotychczas opublikowanych rozdziałach. :D
Usuń