piątek, 16 lutego 2018

Rozdział trzydziesty czwarty: Zwierzenia

    Następnego dnia odwiedzili ich Huncwoci oraz Lily, gdyż miało się odbyć zebranie Zakonu. Rozsiedli się wygodnie na kanapie i popijali parujące herbaty. Evans wciąż była obrażona na Jamesa, chociaż widać było, że podtrzymuje ten stan dla zabawy, by przyglądać się staraniom chłopaka. Remus wymienił tylko porozumiewawcze spojrzenie z Syriuszem i ukrył się za kubkiem, by Rogacz nie zobaczył jego uśmieszku.
    Coraz więcej osób zaczęło przychodzić do domu Moody'ego, więc przenieśli się do kuchni. Obok Lupina usiadł Caradoc. Huncwoci tylko uśmiechnęli się do siebie i przemilczeli to. Zebranie zostało zorganizowane tylko po to, by pozmieniać godziny śledzeń. Okazało się, że niektórzy Śmierciożercy mieli wyjechać z kraju. Nie wiadomo jednak było czy miało to związek z Czarnym Panem. Kilka osób podejrzewało, że to po prostu rodzinne wypady.
    Gdy spotkanie dobiegło końca, większość osób szybko wyszła, by zająć się swoimi sprawami. Tak samo postąpili państwo Weasley. Mieli masę problemów ze swoimi rozbieganymi, głośnymi dziećmi.
– Remusie... – Huncwoci, Lily i Moody spojrzeli na Dearborna. – Chciałbym zrozumieć jak to jest być wilkołakiem. Na razie burzysz wszystkie stereotypy, które słyszałem.
    Chłopak uśmiechnął się na swój huncwocki sposób.
– Normalnie. Po prysznicu otrzepuję się prostym ruchem harmonicznym z prędkością cztery i pół raza na sekundę, czasem podrapię się stopą za uchem...
– Remi, bądź przez chwilę poważny!– James udawał, że się zamyśla. – Jest jak baba z okresem. Tylko z tą różnicą, że jak w taką kobietę rzucisz czekoladą to cię pokocha, a Remus najpierw zje ją, potem ciebie. Ale może też pokocha!
    Wszyscy wybuchnęli śmiechem. W końcu się opanowali i Remus podjął temat.
– Jak ma być? Po prostu trzy dni w miesiącu przestaję być sobą, przed i po tym odczuwam wyczerpujący ból. Nawet gdybym chciał, nie zapanuję nad sobą. I tyle. Żadnej filozofii.
– To naprawdę wszystko?
    Chłopak tylko się uśmiechnął. Przecież nie powie mu o lepszym słuchu, wzroku i węchu. Jak najmniej osób powinno o tym wiedzieć, skoro nawet teraz ciężko im mu zaufać.
– W takim razie jeszcze raz chciałbym cię przeprosić.
– Zaraz zapłaczę. Pettigrew, daj mi szybko chusteczkę – zachrypiał Moody i przetarł oko wierzchem dłoni. Pulchny chłopak zachichotał, ale nie ruszył się z miejsca. Dearborn poczerwieniał. Nie wiedzieli czy ze złości, czy wstydu.
– To może ja już będę się zbierał.
    Zebrał swoje rzeczy i wyszedł. Huncwoci przenieśli się na kanapę. Lily usadowiła się tuż obok Jamesa i chyba już zapomniała, że miała być obrażona. Alastor jednak nie był zadowolony z przedłużającej się wizyty nastolatków. W końcu Lupin miał leżeć i odpoczywać. Łypał na niego co chwilę złowrogo, jednak chłopak udawał, że tego nie zauważa. W końcu jego cierpliwość się wyczerpała i rzekł:
– Remus miał nakaz odpoczywania, a tymczasem prawie w ogóle tego nie robi. Chyba nie chcecie, by jego stan zdrowia się pogorszył?
    Ci spojrzeli na siebie pełni wyrzutów sumienia, jednak Remus uśmiechnął się tylko jedną połową ust.
– Ale czuję się świetnie. Nic mi nie ma i już nie będzie.
– Edgar wie lepiej.
– Edgar wie lepiej ode mnie, jak się czuję? – Remus do swojego uśmieszku dołożył jeszcze uniesioną brew. Tymczasem paczka przyjaciół pożegnała się cicho i wycofała.
– Tak! Właśnie tak jest. Cieszę się, że w końcu zrozumiałeś. Teraz możesz iść grzecznie do łóżka.
– O co ci chodzi? Przecież doskonale widzisz, że wszystko jest w porządku. Nie muszę ciągle leżeć. To już nie ten etap, gdy nie miałem siły wstać albo chociaż się obudzić.
    Auror odłożył pusty kubek na stolik.
– I co z tego? Wtedy było z tobą bardzo źle i nie wierzę, że tak szybko z tego wyszedłeś.
– No to uwierz. Chodzę, jem, żyję.
– Jesz? – Moody przybliżył się i wskazał oskarżycielsko palcem. – Odkąd miałeś wypadek, prawie w ogóle nie jesz. Czasem tkniesz ociupinkę śniadania czy obiadu, ale o wiele mniej, niż wcześniej. Nawet dłużej ci to schodzi. Wyjaśnisz dlaczego? I nie próbuj się wymigać – dodał po chwili. – Molly też to zauważyła.
   Remus zbladł, uśmiech spełzł mu z twarzy. Zauważyli. Na twarzy mężczyzny pojawił się wyraz tryumfu. Lunatyk kaszlnął i przycisnął kolana do kubka. W końcu westchnął.
– Mam mdłości. Przypomina mi się smak krwi tamtych Śmierciożerców, to jak ich szyja chrzęściła i łamała się pod zębami. To nie było nic przyjemnego.
    Powiedział to spokojnym, zimnym głosem i szybko odwrócił wzrok. Nastała chwila ciszy. Moody był w zbyt wielkim szoku, by coś odpowiedzieć. Nie myślał o tym w ten sposób, choć widział z bliska rozszarpane szyje tamtych czarodziejów.
– Nic nam o tym nie mówiłeś... Remusie...
– Śnią mi się każdej nocy – wyszeptał zbolałym głosem. – Każdej cholernej nocy pojawiają się w mojej głowie, zakrwawieni... Wszystko jest we krwi. Czasem wy wszyscy też jesteście martwi... Albo... albo... przychodzą moi rodzice. Obwiniają mnie o to wszystko, nazywają mordercą...
    Alastor sam zdziwił się tym, co teraz zrobił, ale usiadł bliżej chłopaka i przytulił go mocno do siebie. Był cały spięty, lecz po chwili zaczął drżeć. Zaczął płakać.
– Nie jesteś mordercą i nigdy nie byłeś. Wykonywałeś tylko nasze rozkazy, które wymusiła na tobie Przysięga Wieczysta. Gdybyś nie był przemieniony, zabijałbyś różdżką. Tymczasem ty nas jeszcze uratowałeś.
– Jestem mordercą – Głos Remusa był lekko stłumiony. – Gdybym umarł od pogryzienia, mama tak by się nie zamartwiała, nie szukałaby lekarstwa i zajęła się sobą. Ten ciągły strach i zbyt wielkie nadzieje... Przestała przejmować się swoim zdrowiem. Gdyby mnie nie było, albo gdybym nie był chory... Lub zabił się wcześniej... Wciąż by żyła. Może ojciec też.
– Głupoty gadasz. Nic by nie zrobiła. Lyall tak samo. Może nawet sama by popełniła samobójstwo, gdyby ciebie zabrakło. Byłeś zawsze ich powodem do dumy.
    Chłopak nic nie odpowiedział, więc przytulił go mocniej i pozwolił się wypłakać. Wiedział jednak, że jak tylko Lupin wróci do pokoju, napisze listy do Molly i Albusa.

    Początkowo nie wiedział, co napisać. Trzymał pióro nad kałamarzem i uderzał palcami o blat stołu. W końcu zaczął, rozpisał się na pół pergaminu. Oboje mieszkali w innych częściach kraju, więc pozwolił sobie pożyczyć sowę Remusa. Wysłał Nów do Weasley'ów, by wrócił jak najszybciej. Możliwe, że chłopak nawet się nie zorientuje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz